Epizod 11

Baronowa w trybie ekstraordynaryjnym, czyli nadzwyczajnie pilnym i natychmiastowym, nie tolerującym spóźnialstwa czy innego ociężalstwa, zwołała Radę Bezpieczeństwa, bo sytuacja stawała się w Baronii niepewna, zwłaszcza co do najbliższych losów panowania Baronowej i jej dworu. Ulice coraz częściej zamieniły się w półmilionowe potoki maszerujących demonstracyjnie poddanych a i w samym pałacu, wśród służby dworskiej, zwłaszcza na jej niższych szczeblach, też wzbierały nastroje buntu, podsycane przez znaną stację telewizyjną o czym Tajny Radca Dworu skrupulatnie, w codziennych raportach, szeptem tajnym przełamanym przez poufne, raportował do ucha Baronowej. Baronowa nie bardzo rozumiała przyczyn niepokojów wśród poddanych i jak zwykle pryncypialnie i uczciwie jak na żonę stanu przystało przyznała, że : - Nie jestem geniuszem - po czym natychmiast dodała – w Baronii naprawdę jest wolność, jest demokracja i gdyby tylko naprawić sądy, to byłaby też praworządność. Poza tym idziemy przecież w tym kierunku, żeby możliwie wszystkim grupom społecznym było lepiej, żeby ich stan się poprawiał, żeby ta skala nędzy była coraz mniejsza. Nie oszukujmy się - ona wciąż jeszcze istnieje, ciągle mamy jeszcze w Baronii sporą grupę ludzi naprawdę biednych, ale jeszcze... no, dwie kadencje naszej władzy i ich nie będzie – zakończyła wyraźnie z siebie zadowolona. Oczywiście, oczywiście – skwapliwie wykrztusił z siebie Tajny Radca i dodał przymilnie : - w Baronii, w trakcie rządów Kamerdynera panowała bieda. Ludzie byli wtedy tak biedni, że "zbierali po lasach kartofle zasadzone dla dzików przez leśników. Tak było.” W wywód Tajnego Radcy wciął się nagle, nieproszony o zabranie głosu, Szambelan: - Dzisiaj bezrobocie jest najniższe w całej historii Baronii i zrobimy wszystko, żeby takie było. Masowe wyjazdy za chlebem na szparagi do Niemiec muszą się skończyć. Niech sobie sami zbierają szparagi albo niech do nas przyjeżdżają je zbierać" – zakończył i spojrzał pełnym oddania wzrokiem na Baronową, oczekując pochwał. Baronowa jednak nie była skora do głaskania bo Kamerdyner nazbyt wyraźnie mącił ułożony przez nią porządek wszechrzeczy. - On jest prawdziwym wrogiem naszej Baronii. I trzeba jasno to wreszcie powiedzieć: ten człowiek nie może rządzić Baronią. Ten człowiek niech idzie wreszcie do swoich za rzeką i niech tam szkodzi, a nie tu – wysapała a z emocji jakie nią targały, zrobiła się aż purpurowa na twarzy. Wyraźnie roztrzęsiona, kontynuowała : - To jest człowiek, dla którego inni naśladujący go, też obrażają, wzywają, aby Baronię otworzyć, wzywają do tego, aby w Baronii działo się to samo, co dzieje się dziś w prawie wszystkich krajach Unii Kamerdynerskiej, które ustąpiły, podjęły te fatalne decyzje o wpuszczaniu nielegalnych imigrantów, żeby tworzyć multi-kulti, że tak samo ma być u nas? W Baronii? A dalej : - Kamerdyner „nic nie mogę", ale jeśli chodzi o coś złego, to dużo może ! A My przecież troszczymy się o najmłodsze pokolenie, które jest naszą przyszłością, ale troszczymy się również o tych, którzy pracowali na naszą teraźniejszość - ciągnęła. - Troska polega na tym, że starszy człowiek nie będzie się już zastanawiał, czy wykupić receptę, bo będzie wiedział, że "ma za sobą przyjazną Baronię”, żebyście nie musieli chodzić do apteki, ale jak już pójdziecie, żebyście wiedzieli, że rząd Baronii wyciągnie pomocną dłoń". - Przepięknie powiedziane - wtrącił przymilnie Szambelan i natychmiast dodał - umiar i pokora jest cały czas aktualne w obozie rządzącym a za cztery, góra osiem lat będziemy żyć jak na Zachodzie, ale bez popełnianych tam błędów, czyli bez płonących aut na ulicach i nikt nie będzie nam kazał jeść robaków, ślimaków i szczawiu. Nie będzie mówił, jakimi samochodami mamy jeździć. - No właśnie, no właśnie – akceptująco przerwała mu Baronowa ale nie zrażony tym Szambelan, mimo to uniżenie mówił dalej : - Podstawowa różnica między Panią Baronową a Kamerdynerem jest taka, że Pani Baronowa przede wszystkim kocha Baronię, a Kamerdyner kocha chyba przede wszystkim jakiś inny kraj, jaki, to jego zapytajcie, Przede wszystkim pan Kamerdyner palił cygarka, oglądał Eurosport, pracował trzy i pół dnia w tygodniu, mniej więcej. To są też dokumenty, mnóstwo ludzi to potwierdza, to jest ta różnica. Dla Baronii trzeba ciężko pracować, a nie udawać, że się pracuje. Kamerdyner zaś to jest Judasz, bajerant, spamer, kłamca i kłótnik. Tak mogę go określić w skrócie. Medale od Niemców dostawał! A Niemcy za darmo nie dają. - No właśnie ! Za darmo nie dają ! Zwłaszcza Niemcy – dorzucił z pełnym znawstwem spraw Asesor i uzupełniając mowę Szambelana powiedział : - "Przez lata Kamerdyner pozwalał swojej mafii sprowadzać miliony ton niemieckich śmieci, żeby u jego niemieckich panów nie śmierdziało, a teraz nagle mu śmierdzi w Baronii; Herr Kamerdyner – zwrócił się w stronę okna jakby chciał by jego słowa były przez niego usłyszane - Berlin tonie w śmieciach i liczy na pański powrót do władzy" – z teatralną dramaturgią zakończył swoją wypowiedź Asesor. - Panowie ! Z naszej owocnej dyskusji wynika jeden wniosek. Musimy dziś bronić suwerenności ! Jeśli się poddamy, nie będziemy mieli demokracji, lecz posłuszną Unii Kamedynerskiej sitwę. Przewodnicząca Komisji Europejskich Kamerdynerów z właściwym sobie tupetem i arogancją namaściła już Kamerdynera na namiestnika. Publicznie wyraziła życzenie, aby to on zajął moje miejsce! Nie możemy do tego dopuścić! - wykrzyczała na zakończenie czerwona z oburzenia Baronowa, po czym bezceremonialnie wstała i majestatycznie, bez żadnego trybu opuściła zebranych.
Epizod 12

Baronowa po wyjściu z posiedzenia Biura Bezpieczeństwa Baronii, kiedy już nie była przez nikogo widziana, zmieniła swój dostojny i majestatyczny krok w energiczne stąpanie, którego miarowość na marmurowych posadzkach pałacu wybijały pięty jej nóg. Jej twarz była jednak nadal nabrzmiała czerwienią nieskrywanej już wściekłości, wywołanej poczynaniami Kamerdynera o czym informował Tajny Radca Dworu w swoim tajnym raporcie, łamanym przez poufne, opatrzonym w dodatku klauzulą „Tylko do oczów i uszów Baronowej”. Do Baronowej, niemal emerytowanej zbawczyni narodu, która w swych rządach kierowała się zawsze prawem i sprawiedliwością, nijak nie mogło dotrzeć, że ani służba pałacowa, zwłaszcza ta niższego szczebla ani mieszkańcy Baronii nie zauważają zmian jakie po wprowadzeniu nastąpiły w ich portfelach i w komforcie życia po wprowadzeniu Ładu Baronii a przecież w ramach kolejnych inwestycji będą zapowiadane realizacje nowych chodników, przystanków, kanalizacji, oświetlenia, dostępu w mieszkaniu do gazu, dróg, ośrodków sportowych, domów kultury, bibliotek i cyfryzacji. Za ten brak zrozumienia dobra jakie Baronowa czyni winę ponosi Kamerdyner, który ze względu na swój wymiar kulturowy nie potrafi sobie nawet wyobrazić, że Baronowa i jej świta działa zgodnie z tym, co jest nakazane przez prawo, przez przyzwoitość i przez pewien etos, który musi być związany z państwem praworządnym, demokratycznym. Trzeba być uczestnikiem pewnego rodzaju kultury, żeby to rozumieć, a Kamerdyner i jego zwolennicy takimi uczestnikami nie są. - Czyżby więc słuszną rację miała moja garderobiana mówiąc, że możemy czuć się oszukani jako Naród. W 2004 roku wstępowaliśmy przecież do Związku Ojczyzn a nie eurokołchozu - właśnie dlatego, że już raz czuliśmy na sobie bat kołchozu, szantaż i zamach na naszą suwerennoć ? - zastanawiała się i biła się w myślach Baronowa. Doszła w końcu do wniosku, że głównie więc z tych powodów – jak ktoś powiedział - zdrajców trzeba tępić. Tak, trzeba ich moralnie tępić, bo w Baronii jest potężny obóz zdrady narodowej, który zabiega o władzę. Potężny obóz, który nas rozbrajał, w czysto militarnym sensie, jak i w sensie moralnym i każdym innym. - Okazało się też – skonstatowała w myślach - że żyliśmy w kraju okradanym na potęgę, na ogromną skalę. Nikt nie potrafi dzisiaj odpowiedzieć, gdzie te pieniądze są, bo niekiedy są w majątkach, willach, ale obawiam się, że w niemałej mierze są za granicą. Wprawdzie świta Baronowej nie składa się z aniołów – jak samokrytycznie przyznaje Baronowa - bowiem zdarza się, że jej członkowie robią rzeczy, które bywają przedmiotem śledztwa czy wyroków. Chociaż to co oni to znaczy Kamerdyner i jego poplecznicy wyczyniali to jak mrówka do słonia. - Ja nie przeczę, że ta mrówka istnieje, ale po drugiej stronie jest indyjski czterotonowy słoń – ostatecznie zawyrokowała Barnowa, wydając tym samym dyrektywny przekaz dnia, oddalający wyssane spod dużego Palca Kamerdynera, wszelkie zarzuty o nieuczciwościach i nepotyzmie jej pałacowej świty i ich członków rodzin, znajomych i kolesi.
Epizod 13

Prekampania wyborcza w Baronii przeszła w stadium kampanii z wesołymi, słodzonymi watą cukrową piknikami w wioskach, miasteczkach i na błoniach większych miast. Baronowa i wszyscy Radcowie Dworu, czyli kto żyw, ruszyli w plener aby bałamuconym przez Kamerdynera poddanym oznajmiać jakim to miodem i mlekiem spływa dzisiaj Baronia w przeciwieństwie do ośmioletnich rządów Kamerdynera, sprzed ośmiu laty, kiedy to wokół, aż hen po horyzont, była tylko jedna wielka ruina, smród i ubóstwo, bezrobocie, głód, głód dzieci, poczucie beznadziejności, wyjazdy z kraju, czyli wielki kryzys. Wtedy zarabiało się 5, 4 a czasem nawet 3 zł. To straszliwie mało. Wtedy Kamerdyner był królem bezrobocia a dziś? Jest 20 parę. To trzy razy więcej. Pikniki są też doskonałą okazją do zbierania podpisów popierających listy wyborów nowych, jednakże tych samych starych, ale sprawdzonych przecież co do posłuszeństwa wobec Baronowej, członków dotychczasowej Rady Baronii. I nic to, że póki co, listy te są in blanco, czyli że są puste niczym kupowanie kota Baronowej w worku, bo bez względu na to, 38 procent dworskiej służby, mimo wszystko, ślepo ufa Baronowej. Jak tu zresztą nie ufać Baronowej, skoro sam jej Szambelan, człek obyty i bywały oraz niezwykle obrotny, z majętną żoną a sam ubogi, z przejęciem godnym Reytana co przed Janem Matejko rwał szaty, ujawnił elektoratowi, że : - Kamerdyner to niebezpieczny szkodnik, niebezpieczny człowiek, on chce wrócić do tamtego prawa pięści, prawa dżungli. My budujemy Baronię prawa i sprawiedliwości, wolności i solidarności, a oni, (czyli Kamerdyner z opozycją oczywiście), chcą budować Baronię, która miałaby być oparta na prawie liberałów, prawie dżungli, prawie pięści a On ani Baronowa nie chcemy takiej rzeczywistości – przekonywał Szambelan. - Nie należy też dowierzać, wiadomej wszystkim, pewnej stacji telewizyjnej, że uzbrojeni po zęby Rejent i Baronowa trzymają się w szachu. Baronowa nie gra i nigdy przecież nie grała w szachy – uzupełnił swoje wystąpienie wiecowe z błyskiem w prawym oku, Szambelan. Nie powinno więc dziwić nikogo, że Rajca - kreowany na następcę Kamerdynera – nie pozostał dłużny i na wiecu swoich, zresztą nielicznych zwolenników, niby to pytając, niby to konfidencjonalnie stwierdzając, usiłował zdyskredytować intelekt Baronowej. - Nie wiem, czy słyszeliście państwo tę wypowiedź Baronowej o tym, że ponad 30 lat temu była w Wiedniu i przeżyła szok kulturowy. Pewnie się przekonała, że tam mówią w obcym języku – szydził Rajca przed nielicznym audytorium. Pomimo zaciekłych szyderstw Rajcy, Szambelan Baronowej wyraził nadzieję, co tam nadzieję – wyraził pewność - że 15 października szczęśliwie pogonimy tego Kamerdynera, szkodnika bo Kamerdyner to spinacz między Moskwą i Berlinem, który spina ruskie i niemieckie interesy ale póki co kampania wyborcza z miłości do Baronii trwa mać !
Epizod 14

Ach, co to był za piknik wyborczy ! O takim pikniku w Baronii dotychczas nie słyszeli ani nie widzieli nawet najstarsi poddani Pani Baronowej. Zebrał się na pikniku nawet dość pokaźny, oddany Baronowej tłumek, zwabiony bezpłatną watą cukrową, zlizywaną z napęczniałych białych kokonów, znacznie większych aniżeli te które zwykle, za niemałe pieniądze, sprzedawane są na świątecznych jarmarkach i odpustach pod strażacką remizą. Radosną atmosferę podbijały skoczne dźwięki marszów wygrywanych przez połączone – męską, dętą orkiestrę ochotniczych strażaków przeciwpożarowych i żeńską – Koła Gospodyń, skocznie koncertujących w przerwach pomiędzy lepieniem pierogów i mieszaniem bigosu, który zwykle na takich imprezach się narobił. Wszystko to jednak było dotąd znane, spowszedniałe. Atmosfera widocznie się ożywiła dopiero kiedy przemówił na wiecu Zastępca Tajnego Radca od spraw jeszcze bardziej tajnych łamanych przez poufne. Samo przemówienie jak to przemówienie, więcej wody niż treści ale kiedy skończył to dla wzmocnienia rangi tegoż Zastępcy Tajnego Radcy, nad głowy zebranych na pikniku, nadleciał niczym grom z jasnego nieba - piękny, czarny. stalowy ptak, podobny do Black Hawka. Ludzie początkowo oniemieli z przerażenia bo nie wiedzieli czy to znowu nie nadleciał jeden z tych co to Niezwykle Ciepły Człowiek nasłał niedawno na bezbronną przecież ale silnie bronioną Baronię. Po chwili jednak, widoczne znaki rozpoznawcze Tajnego Radcy na burtach areoplanu uspokoiły uczestników pikniku. Ale tylko na chwilę bo pilot rozpoczął wykonywanie akrobacji tuż nad ich głowami, wbijając co poniektórych widzów w ziemię. Kiedy jednak areoplan zerwał z nad ich głów linię wysokiego napięcia, zapanowała panika i wszyscy porzucając niedolizaną watę cukrową, z krzykiem przerażenia rzucili się do ucieczki, depcząc po drodze również porzucane blaszane koguciki na druciku, które pod stopami uciekających wydawały już tylko same smutne, urywane kakofonniczne dźwięki. Do frontalnego ataku na Zastępcę Tajnego Radcy i w ogóle, zdarzenia tego nie omieszkała wykorzystać wredna opozycja wspomagana przez znaną stacją telewizyjną, której nazwy nie ma co wymieniać bo wiadomo o jaką stację chodzi. Tymczasem, Zastępca Tajnego Radcy przecież szlachetnie i bezinteresownie pomagał tylko w sprowadzeniu na piknik aeroplanu podobnego do Black Hawka bo chodziło ma się rozumieć o wydarzenie patriotyczne a totalna opozycja nijak nie może bądź nie chce zrozumieć, że dobrze jest jeśli patriotyzmowi towarzyszy wysokie napięcie emocjonalne a substytut takiego napięcia mógł przecież dostarczyć i dostarczył zresztą na pikniku, przewód wysokiego napięcia, co czyni całą sprawę oczywistą z maksimum oczywistości i jasności ! Opozycjo! Po co więc ten cały szum ?
Epizod 15

Tajny Radca Skarbu Baronii to z natury człek wesoły by nie rzec – krotochwilny. Dla relaksu przywdziewa często szaty nadwornego błazna jakby chciał powiedzieć, że w jego roli czułby się najpewniej. Ostatnio, gestykulując zawzięcie i strojąc przy tym przedziwne i prześmieszne miny, rozbawił do rozpuku dworską gawiedź oznajmiając, że wbrew opowiadaniom Kamerdynera i skupionej wokół niego totalnej opozycji, inflacja w Baronii została opanowana a ceny, zwłaszcza chleba powszedniego spadły do minimalnych i tylko żyć a nie umierać w Baronii, której waluta mimo że ciągle spada to jest coraz silniejsza, zwłaszcza na wszystkich wiodących giełdach na Przylądkach Nadziei i Beznadziei. Nie speszony wcale salwą śmiechu która gruchnęła jak Baronia długa i szeroka, Tajny Radca Dworu, z żarem w oczach, wezwał wszystkich do świętowania, do radosnych zabaw i uniesień i do manifestowania wszelkiej szczęśliwości panującej w Baronii, która pod rządami Baronowej stała się – ku zazdrości całego świata - krainą mlekiem i modem spływająca. A co na to Kamerdyner ? Ano „zatkało kakało” bo on to tylko furt i ciągiem po swojemu i tak samo, że Baronowa to nakazuje wyrzucanie zimą w ciemny las wycieńczone kobiety i dzieci, że mówi członkowi swojej rodziny, gdy trzeba mu zapłacić milion za wykonane usługi, żeby sobie poszedł do sądu, że nie waha się opłacać faszystowskich bojówek, że trzyma przy sobie złodziei kradnących setki milionów na oczach całego dworu, że Baronowa żadnych hamulców i granic wewnętrznych nie ma i takie tam, wyssane chyba z niemieckiego palca dyrdymały, których nawet szkoda czasu słuchać i powtarzać. Cieszmy się więc i radujmy, że wkrótce wybory !
Epizod 16

No i stało się to co miało być niemożliwe. Służba, w październikową noc, pokazała że za nic ma wdzięczność za dobrodziejstwa czynione przez 8 lat przez Baronową, wypowiedziała jej posłuszeństwo i wskazała na Kamerdynera jako na nowego władcę Baronii. Baronowa była tak głęboko wstrząśnięta werdyktem służby, że przez kilka dni nie mogła z siebie wydobyć żadnego głosu i jakby utraciła dotychczasowy wigor i chęć do kontynowania czynienia dobrze. Po kilku dnia otrząsnęła się jednak i jak zwykle w swoim skondensowanym treściowo i bez trybu wydanym oświadczeniu obwieściła wszem wobec i z osobna, że wie o tym iż Kamerdyner jest agentem Unii Kamerdynerów, uzależnionej przecież od dynastii z rodu Bratwurstów i dlatego, mimo poparcia przez większość służby, Kamerdyner nie może posiadać moralnego ani fizycznego prawa do sprawowania władzy w Baronii. - Żaden Kamerdyner nie może unieważnić prawa do władzy Baronowej i członków jej dworu a jeśli już to taką ewentualną decyzję może podjąć wyłącznie sama Baronowa, a nie Kamerdyner czy jego minister, premier, czy też nawet prezydent. Dlatego więc „mamy do czynienia z całym ciągiem bezprawia ze strony obecnych instytucji, którego oczywiście nie można tolerować” – podsumowała Baronowa na zakończenie swojego oświadczenia, wydanego jak zwykle bez żadnego trybu. Ochmistrzyni, odkrycie roku należące do ścisłej, elitarnej świty Baronowej, wsłuchiwała się z zapartym tchem w każde słowo swojej odkrywczyni i odgadując w lot jej niewypowiedziane nawet intencje, zapowiedziała ,że ogłosi wkrótce nowe przepisy kulinarne o tym jak wobec służby pichcić argumenty o bezprawności poczynań Kamerdynera. Smacznego !
Epizod 17
Po szoku jaki ogarnął Baronową i jej elity po przejęciu przez Kamerdynera władzy w Baronii, przyszedł czas chłodnej oceny sytuacji. I choć na pierwszy rzut oka nie wyglądała ona na zbyt optymistyczną, zatliła się w Baronowej iskierka nadziei, że nie wszystko zostało stracone.
W trzecim miesiącu od przejęcia władzy przez ekipę Kamerdynera, jak grzyby po deszczu, głowy zaczęli podnosić członkowie Rady Regencyjnej a w ślad za nimi ich nominaci w urzędach Baronii, którzy wszczynając opór i niepodporządkowywanie się decyzjom nowej władzy sprawiają rozszerzające się pośród służby wrażenie, że Kamerdynera władza jest krótkotrwała, incydentalna i całkiem przypadkowa. Ot, taki wypadek przy pracy Baronowej nad wiekopomnym dziełem dla dobra i z miłości do Baronii.
Największe nadzieje Baronowej na odzyskanie władzy, rozbudził Wielki Kustosz Izby Pamięci Baronii , który przez nowego ministra , ustanowionego przez Kamerdynera, został pozbawiony prawa do noszenia tego tytułu a ponadto odebrano mu pałacowe komnaty w których sprawował swój urząd, nakazano zwrot wszystkich anterfaktów w tym także wydano zakaz używania przez niego prestiżowych powozów i codziennej asysty halabardzistów co chyba najbardziej dotknęło wielkie ego równie Wielkiego Kustosza.
Wielki Kustosz odmawiając podporządkowania się tym decyzjom równocześnie niezłomnie złożył skargę do urzędu Wielkiego Jurysty a także zwrócił się do Ochmistrzyni i do jej Trybunału Kulinarnego o wydanie stosownych receptur, anulujących jadłospis ułożony przez kamerdynerskiego ministra.
W obozie Kamerdynera zapanowała konsternacja bo mistrzowskie zagranie Wielkiego Kustosza przyrównano do casusu złodzieja, który nie mogąc sforsować zabezpieczeń jubilerskiego skarbca, oskarżył złotnika o pozbawienie gwarantowanego mu w Konstytucji prawa do swobodnego i niczym nie skrępowanego wykonywania zawodu włamywacza. W efekcie – jak niesie niesprawdzona wprawdzie wieść – ponoć skazany został jubiler a jak wiadomo, w każdym ziarnie nieprawdy jest część prawdy!
Ku radości i ku pokrzepieniu serca Baronowej tumult nieposłuszeństwa wobec ekipy Kamerdynera wzniecili też Wielki Herold i jego wierni nominaci a wśród nich, między innymi, finansowany przez skarb państwa Baronii – Codzienny Dziennikarz Gazetowy a także redaktorka Orlena Pressa, wyróżniająca się charakterystycznym sztywnym palcem wskazującym u prawej dłoni, wytrwale ubiegająca się o szlachecki tytuł, weteranka bojów o dobre imię Baronowej z miłości ku i z miłości do, oczywiście !
Oni to wraz z gronem nominatów, dotknięci amnezją, także odmówili podporządkowania się decyzjom władzy Kamerdynera i zapowiedzieli przykucie się, w sezonie grzewczym, do kaloryferów, zamierzając tym sposobem zaciekle bronić wolności mediów i nieskrępowanego prawa do patrzenia na ręce Kamerdynera i wszystkich z nim współrządzących.
Rokosz wzniósł także Wielki Kas dając do zrozumienia odwołującemu go z zajmowanego stanowiska kamerdynarskiemu ministrowi, aby ten cmoknął go w mankiet, albo – ma do wyboru – niech nie przeszkadza w pracy i opuści szatnię bez palta, którego nie ma i co mu minister zrobi ?
Tymczasem, póki co, bookmacherzy przyjmują zakłady kto, kogo, kiedy, w jaki sposób, przy pomocy czego i na czyją korzyść przechylona zostanie szala dla dobra …. i miłości do….
Epizod 18
Baronowa i jej dwór nie mogą pogodzić się z utratą władzy. Pałacowa elita co i rusz lękliwie gromadzi się w małych grupkach w pałacowych zakamarkach, coś płochliwie szepcząc do siebie jakby bojąc się , że zostaną podsłuchani przez służbę, która po wyborczym puczu, masowo i bez reszty, przeszła na stronę Kamerdynera i z zupełnie niepojętych przyczyn przystąpiła do brutalnego rozprawiania się ze swoimi do niedawna łaskawcami.
To, że po przegranych wyborach można było spodziewać się wszystkiego najgorszego, Baronowa wiedziała już od dawna ale nie przypuszczała, że Kamerdyner będzie „nieustannie łamać prawo i że można się wszystkiego spodziewać, nawet zabójstw politycznych” i właśnie temu – zdaniem Baronowej – miało służyć aresztowanie dwóch Tajnych Radców Dworu, osadzenie ich w ciemnych i wilgotnych więziennych lochach i poddanie bestialskim torturom na krtani i wydelikaconym przez osiem lat – pokarmowym przewodzie.
Widmo podobnego losu skonsolidowało wierną wobec Baronowej pałacową elitę i dzięki ich niezłomnie wytrwałym pikietom pod więziennymi bramami, udało się, póki co, uratować życie i uwolnić Tajnego Radcę i jego zastępcę, któremu z powodu traumatycznych przeżyć w pudle, obwisł i zmierzwił się zadzierżysty zazwyczaj wąsik.
Kamerdyner jednak, nie zważając na nikogo i na nic, zaczął eskalować prześladowania i najpierw odebrał Tajnym Radcom prawa do zabierania głosu a następnie pozbawił ich prawa wstępu do pałacu, w którym przecież do niedawna Baronowa posiadała nieograniczoną władzę do wykonywania której żaden tryb nie był jej potrzebny.
I wtedy ponownie zawrzało demonstracyjnie, tym razem pod pałacem.
Elita Baronowej i ona sama tudzież, co jest oczywistą oczywistością, dzielnie napierała na bramy pałacu niczym rewolucyjna tłuszcza w 1917r w ataku na Pałac Zimowy w Sankt Petrsburgu.
„Pomiędzy elitę wmieszali się jednak zakapturzeni prowokatorzy w kominiarkach, którzy protestującą elitę przepychali w różne dziwne kierunki, chyba tylko po to, żeby rzeczywiście stworzyć jakieś wrażenie dodatkowego zamieszania. Tej rzekomej uśmiechniętej … Polski. Można było ich zobaczyć w wielu materiałach” ale najlepiej i najwyraźniej widział tych prowokatorów rzecznik prasowy Baronowej i tak to wspominał :
– Ja sam takie osoby widziałem na miejscu. Takie osoby były ! Nikt się nie legitymował, kiedy podchodził do elity czy do osób, które stały w tym tłumie tylko te osoby aktywnie uczestniczyły w różnego rodzaju właśnie przepychankach siłowych właśnie przesuwania tego tłumu. Ale zostawmy to bo przecież to już się wczoraj wydarzyło i to jak najgorzej świadczy o tym jak zarządzana dzisiaj jest Baronia. Bo tutaj nie chodzi już tylko i wyłącznie o to czy panowie Tajni Radcowie zostali wpuszczeni bo nie zostali to jest jawne łamanie i pogwałcenie prawa ale tutaj ta dyskusja powinna nas prowadzić do takiego momentu, kiedy powinniśmy się w ogóle zastanowić czy Baronia dalej jest krajem demokratycznym? Czy w Baronii obowiązują jakiekolwiek zasady i reguły gry demokratycznej? Czy jest praworządność bo w świetle tego co się dotychczas wydarzyło i tego bezprawnego uniemożliwienia Tajnym Radcom wejścia okazuje się, że nie. Dzisiaj przepisy ustaw, orzeczenia sądu ani wola Pani Baronowej nie obowiązują w Baronii i to co wczoraj spotkało panów Tajnych Radców, może również spotkać poszczególnych mieszkańców Baronii w ich codziennym życiu, wtedy, kiedy będą mieli kontakt z władzą z urzędami z administracją rządową w ten sposób również mogą być potraktowani – zakończył, po czym, w oczekiwaniu na aplauz, przetoczył rozbieganymi oczkami wokół zebranych ale ci, już nie zwracali na niego uwagi, bo jak zwykle bez trybu i z wyszukanym słownictwem na języku, skrywającym liczne alegorie, głos zabrała Pani Baronowa :
– Nie zagłuszajcie kiedy człowiek mówi i słuchajcie uważnie, zwłaszcza że jest on homo sapiens w przeciwieństwie do tego który w pustyni i w puszczy niczym homo homini lupus est i ogniem i mieczem robi wszystko aby po Baronii nie pozostał kamień na kamieniu, jak po Krzyżakach i nie wiadomo Quo Vadis ?
Panie Kamerdyner! – ciągnęła dalej Baronowa – „Mam apel do pana: pan nie stanowi prawa. Pan to prawo musi stosować a Baronia to nie „talent show”, to nie studio telewizyjne, gdzie panu ujdzie na sucho każda pomyłka. Pan celowo i świadomie nie wpuszcza do pałacu demokratycznie wybranych przez nasz elektorat kryształowych członków elity Baronii, którzy nie mogą stosować swojego mandat. Po prostu – pan za to odpowie. Nie warto być zderzakiem” ani Sasa ani Lasa !
Po tych słowach, Baronowa skończyła równie niespodziewanie jak zaczęła a po strzepięciu łupieżu z kołnierza jej pelisy przez byłego dworskiego agronoma, podtrzymywana przez rosłych ochroniarzy z firmy „Piorun” odeszła majestatycznie, powoli, kroczek za kroczkiem, trochę na wprost, trochę boczkiem, do oczekującej w pobliży limuzyny, którą odjechała z piskiem opon.
Zgromadzona grupka elity, bezradnie – bo pozbawiona władzy – rozeszła się mimo wszystko w poczuciu dobrze spełnionej misji dla dobra Baronii i ku dobrostanowi jej Obywateli.
Epizod 19
Drzewo genealogiczne Baronowej wyrasta z niskopiennego francuskiego rodu – Joli Bord a uściślając – z jego plutokratycznej gałęzi rodowej – Fawory.
Przodkowie Baronowej, zanim zaczęli odznaczać swoje piętno na losach Baronii, zasłynęli najpierw nad Sekwaną gdzie wśród tamtejszego ludu a zwłaszcza wśród tamtejszej arystokracji , krzewili umiejętność jedzenia nożem i widelcem wszelkich potraw i deserów z kremówkami włącznie.
Praprzodkowie Baronowej posiadali nad Sekwaną liczne zamki i ziemskie posiadłości do czasu rewolucji jaką tamtejsi Inwalidzi wzniecili pod Bastylią, którą zresztą zburzyli a królowi na szafocie ścieli głowę wraz z koroną, zaś arystokracji odebrali majątki i rozpędzili ich na cztery strony po całym świecie.
Traumę po utraconych splendorach łagodziła wtedy nieoceniona pomoc krewnych po kądzieli i nic to, że bez miecza, z za kanału La Manche czyli Lamansz.
Pierwszą żona barona z Tamdorów była Desdemonia drugą zaś żonę primo voto poślubił mauretański książę Otello i ze związków tych wywiedli się Totenchamowie czyli dziadkowie i babcie Baronowej znad Tamizy, którzy wspierali wówczas i wspierają zresztą nadal Baronową i jej dwór.
Nic więc dziwnego, że Baronowa z najwyższą pieczołowitością i niezwykłą atencją pielęgnuje na swoim dworze obyczaje parów, milordów i ladys , przy czym niemal świętością dnia codziennego, jest zwyczaj five o’clock (z polska fajfoklok), czyli towarzyskie wypijanie chińskich zielonych herbatek na smyczy (o tempora, o mores) w porcelanowych filiżankach z Ćmielowa bo picie herbatki z filiżanek z saskiej porcelany prawdziwym patriotom przecież nie wypada.
Pielęgnowanie arystokratycznych zwyczajów Baronowa łączyła często z obowiązkami władczyni, ustanawiającej prawo w Baronii a wtedy do herbacianego stolika, w stylu Ludwik XIV ma się rozumieć i co jest najbardziej oczywiste z oczywistości, zapraszała swoich elitarnych Doradców i niektórych, ale tylko z kręgu najwyższych rangą – mianowanych przez nią dworskich urzędników.
Ponieważ w Baronii narastało podsycane przez Kamerdynera napięcie wokół Trybunału Kulinarnego, Baronowa przywołała na dzisiejszy five o’clock Ochmistrzynię, będącą jak wiadomo jej sezonowym odkryciem.
Prawą ręką sięgnęła po filiżankę, chwytając jej uszko opuszkami trzech palców – kciuk, wskazującego i środkowego zaś palec mały podniosła i wygięła w górę w taki charakterystyczny sposób aby podkreślić arystokratyczność i doniosłość mającego za chwilę nastąpić momentu nabrania w usta i przełknięcia z błogością celebrowanego napoju.
Przedtem jednak zwróciła się do Ochmistrzyni z poleceniem, aby ta złożyła jej krótkie ale treściwe sprawozdanie o aktualnym stanie spraw wokół i w samym Trybunale Kulinarnym,
Kiedy Baronowa zaczęła popijać małymi łyczkami herbatkę, Ochmistrzyni swoim nieco piskliwym głosikiem, zaczęła relacjonować :
– Obawiam się siłowego wejścia do mojej kuchni bo już u większość moich pomocników przestały nagle działać karty dostępu, podobnie jak to miało miejsce przed przejęciem pałacowego radiowęzła.
I tu Baronowa przerwała wywody Ochmistrzyni, zadając pytanie :
-Czy i jakie podjęła Pani środki zaradcze ?
– Pracownicy Trybunału Kuchennego otrzymali polecenie konieczności domykania furtki przed wejściem a moje miejsce przy kuchence gazowej zostało dodatkowo obwarowane workami z mąką i kaszą – odpowiedziała Ochmistrzyni, po czym zawiesiła na chwilę swój piskliwy głosik aby po chwili wyrzucić z siebie z jeszcze wyższym „C” :
– Najgorsze jest jednak to, że nic ma co się dziwić, że panuje jakaś chora panika…że nie wiadomo komu w mojej kuchni mogę ufać, bo gorszym od wroga może okazać się zdrajca!
Przy herbacianym stole, nagle po tym zapanowała grobowa cisza. Wizja zdrady i ostatecznej klęski a w jej następstwie nędzy kulinarnej, obezwładniła Baronową do tego stopnia, że po dłuższej chwili milczenia, jej odrętwiałe z przygryzania wargi, zdołały jedynie wyszeptać :
– To gówniarze ! To gnoje ! – po czym wstała bez słowa, bezceremonialnie i bez trybu, zakończyła audiencję i five o’clock.
Epizod 20
Jak grom z jasnego nieba spadła na członków Rady Regencyjnej Baronii nowina, że pośród kryształowych figur, poustawianych na serwantkach w pałacu Baronowej, przyczaił się podstępnie Pegasus i ponoć od dawna zbiera haki na elitę a może i nawet na samą Panią Baronową.
– Wcale się nie dziwię – perorował Markiz – bo przecież przez ostatnie lata kręciło się wokół Baronowej kupę cwaniaków, kombinatorów, tych tak zwanych tłustych kotów a oni patrzyli tylko gdzie jeszcze co zachachmęcić, gdzie do jakiego koryta się dostać, gdzie w krótkim czasie zarobić miliony, śmiejąc się przy tym skrycie za plecami elity. Nie dziwi więc, że kryształowi Tajni Radcowie Dworu sprawdzali lojalność wszystkich dworzan i wszystkich poddanych Baronowej.
– Ma Pan rację Panie Markizie – włączył się do rozmowy Harabia – Jeśli Baronia i Pani Barnowa „nie stanie w prawdzie to będzimy osuwać się w kierunku do nieliczącej się geriatryczno-kanapowej struktury.
Pani Baronowa, przysłuchując się dotąd w milczeniu tej dyskusji, po widocznym na jej fizis gwałtownie przebiegającym procesie myślowo-emocjonalnym, oznajmiła wreszcie :
– Wszystkie podsłuchy były zatwierdzone przez Tajnych Radców i Tajnych Asesorów Specjalnych a także przez moją Ochmistrzynię. Wedle mojej wiedzy, z całą pewnością nie był podsłuchiwany ani pan, panie Markizie ani Pan, panie Hrabio. Tyle mogę powiedzieć ! A tak w ogóle, to wszystko to bardzo brzydki, nadmuchany balon. Wszystkie inne Baronie mają dostęp a za każdą akcję się płaci. To nie jest urządzenie, to bardzo skomplikowane, ale ja nie będę teraz tego tłumaczyła bo i tak tego nie zrozumiecie, bo tylko ja jestem mądra.
Miny Hrabiego i Markiza raczej nie świadczyły, że zostali uspokojeni wyjaśnieniami Baronowej ale tchórzliwy serwilizm w jakim zostali wytresowani, nie pozwalał im już od dawna na okazywanie jakiekolwiek symptomów samodzielnego myślenia.
Epizod 21
Od pewnego czasu część dworskiej elity mniej lub bardziej jawnie pozwala sobie na krytykę Pani Baronowej.
Celuje w tym niejaki stajenny, który do niedawna jeszcze, najdrobniejsze resztki obornika, wymiatał spod stóp Baronowej gdy ta przychodziła nagradzać kostkami cukru swojego końskiego faworyta.
Otóż stajenny, mimo że na razie szeptem, ale jednak, usiłuje przekonywać elitę, że Baronia „nie może być oparta nawet o charyzmatyczną ale przecież jedną, jedyną przywódczynię, którą zresztą ostatnio coraz wyraźniej dotyka upływ czasu”.
Nie byłoby może w tym aż tyle najgorszego co opowiada niejaki stajenny gdyby nie to, że w jego myślowe ślady zaczynają wstępować co niektórzy inni, do niedawna najbardziej prominentni dworzanie.
Niby to tylko zwykłe rozmowy przy kawie jednak uważny obserwator bez trudu zauważa, że uczestnicy tych niby przypadkowych spotkań, jakoś z niepokojem w oczach i nerwowo rozglądają się wokół jak gdyby chcieli się upewnić, że gdzieś w pobliżu nie ma kryształowych, byłych już Tajnych Radców. Byłych i sztucznie kiedyś karmionych, ale wciąż budzących strach, bo to nie wiadomo co jeszcze mogą, o czym wiedzą i co posiadają w swoich rękawach.
Najbardziej zaskakujące stało się to, że nawet Szambelan, szczycący się nadanym przez Panią Baronową tytułem Primus Inter Pares, także konspiracyjne póki co przekonuje najbardziej zaufanych, że :
– „absolutnie jest potrzebna pewna nowa jakość, również w kierownictwie Baronii” przy czym natychmiast dodaje, jakby chciał się usprawiedliwiać, że „to nie wynika z faktu jakiegoś buntu czy rewolucji przeciwko Baronowej tylko z tego. że atmosfera sprzyja takim krytycznym ocenom”.
„Baronowa będzie przecież nadal ważną postacią na scenie ale do dalszego jej rządzenia potrzebne jest zaufanie bo ono jest podstawą do funkcjonowania w polityce.
Nie wystarczy mieć program, jeszcze trzeba mieć po prostu zaufanie ludzi, zaufanie, że Baronowa rozumie swoją sytuację, rozumie swoje błędy, że chce się uwolnić od różnego rodzaju potknięć czy czasami nawet i grubych błędów, a tych było sporo. Jeżeli z tej szansy stanięcia w prawdzie i wyciągnięcia wniosków Baronowa nie skorzysta, to pewnie stanie się wkrótce postacią geriatryczno-kanapową, o niewielkim znaczeniu społecznym”.
No i coś ty Kamerdynerze nawyczyniał po tym 15 października ? Czy trawestując wiersz C.K.Norwida przyjdzie elicie Baronii „dumać na paryskim bruku” ?
Odpowiedź Kamerdynera nastąpiła szybko, jest krótka i zdecydowana :
„Zostawili nam rekordowy dług, wszechobecną korupcję, zdeprawowane media, partyjną prokuraturę, chaos w sądach, tysiące krewnych i znajomych w spółkach, bałagan w rolnictwie, skompromitowaną dyplomację, wetującą Baronową i partyjniaka w NBBaronii. Kończymy porządki i przyspieszamy!”

Epizod 22
Dwór Baronowej nadal nie może się otrząsnąć po przegranych wyborach.
Elita Baronii co i rusz toczy kolejne, ostre spory, co i rusz nowe konflikty wstrząsają jej dotychczasową, pozorną jak się okazuje, jednością.
Niepewność przetrwania do przysłowiowego jutra staje się tym bardziej doskwierająca im bliżej jest do terminu, w którym zebrania służby i reszty gminu mają wybrać swoje samorządy aby ostatecznie ograniczyć niemal do zera, wpływy Baronowej i jej elit na dalsze losy Baronii.
Chodzą też skrajne i mało wiarygodne, ale jednak, słuchy o całkowitej delegalizacji Dworu Baronowej i przeniesienie jej apartamentów do miniaturowych pomieszczeń na dalekich peryferiach Baronii, gdzieś w jakiś Wronkach czy coś podobnego.
Na ostatniej takiej burzliwej naradzie Rady Dworu, głos zabrał Szambelan, eks Kawaler Orderu Primus Inter Pares, który wibrującym szczytowymi emocjami timbrem głosu, wezwał Baronową i Radę Dworu do usunięcia stajennego z szeregu jej członków po jego wystąpieniu, w którym za konsekwencje Zielonego Ładu obwinił Szambelana.
Stajenny zarzucił też Szambelanowi, że „Ktoś te wszystkie dziadostwa w Unii Kamerdynerów podpisywał, ktoś za to wszystko odpowiada. To nie jest tak, że u nas nie ma ludzi odpowiedzialnych. Ja to mówiłem wprost – mówił stajenny – i powiem jeszcze raz – jeżeli będzie jeszcze raz Szambelan primusem w Radzie Dworu, to ja nie daję gwarancji, że nie będzie tak samo. Musimy wyciągać wnioski.”
– Tolerowanie w składzie Rady Dworu niejakiego stajennego to „układ pasożytniczy” a zatem domagam się wyrzucenia go z naszego zacnego, wielce zasłużonego i jedynie prawdziwie patriotycznego grona – w odpowiedzi zagrzmiał Szambelan.
Zasępiona Baronowa długo milczała a na jej obliczu odciskała się fleszem burza myśli właściwa tylko dla inteligencji, odróżniającej ją od reszty a kiedy zdecydowała się odezwać, powiedziała krótko i dobitnie
– Nie zgodzam się ! Uważam, że słowa stajennego były skierowane bezpośrednio do Szambelama, Kawalera Orderu Primus Inter Pares, a nie do mnie ani nie do mojego Dworu, jako takiego !
– Musimy trzymać się kupy – kontynuowała Baronowa beznamiętnym głosem – bo w przeciwnym razie wdepniemy w kupę, niczym w minę postawioną przez wrogiego nam Kamerdynera, niemieckiego jak wiecie agenta, he, he, he – zakończyła z perlistym ni to śmiechem ni to rechotem.
– He, he, he – uczestnicy narady, jak na komendę, roześmiali się poddańczo, ale jakoś tak jakby kwaśno.
Nie śmiał się tylko niejaki stajenny. O tempora, o mores !
Epizod 23

Baronowa przebudziła się cała zlana zimnym potem. Usiadła na skraju łoża nad którym rozpościerał się rokokowy baldachim w dekadenckim stylu Ludwika XIV. Całym jej baronowskim ciałem wstrząsały dreszcze przerażenia wywołanego nocnymi majakami.
Śniło jej się, że jej kukiełkowy pajac, którego przed ośmiu laty sama sobie sprawiła w urodzinowym prezencie, zerwał się nagle z uwięzi linek którymi do tej pory pociągała by ten podskakiwał i stroił śmieszne miny ku jej rozbawieniu i uciesze dworu.
W koszmarnym, nocnym majaku Baronowej, zbuntowany pajac nie dość, że zerwał się z uwięzi to ku uciesze służby czynić zaczął przygotowania na zamku do uroczystej elekcji, na mającego się zwać Prerogatywa Pierwszy, samozwańczego króla a nawet na cesarza Kaligulę Baronii po to, aby na wyłącznie przynależne miejsce Baronowej, samemu wepchnąć się bezczelnie na karty historii i z jej bogactwa wymazać wszelkie wzmianki i pamięć o Baronowej.
Tego Baronowa nie jest zdolna przeżyć. Nerwowego rozdygotania nie uspokoiła kropelkami, które przy okazji konwencji otrzymała od miejscowej przysuszonej Babki.
Złotym dzwoneczkiem wezwała więc dyżurującą nocną służkę a gdy ta weszła ścierając z oczu resztki snu z jakiego została nagle zerwana, poleciła jej podanie szklanki pędzonego na przysusze bimbru, który także otrzymała od wdzięcznych poddanych w równie pokornej wdzięczności dla Baronowej.
Po chwili służka przyniosła kryształową szklankę z zawartością nocnie pędzonej na przysusze siwuchy, którą Baronowa zręcznie i z wprawą wytrawnego konesera chętnie ale ze wstrętem przechyliła a następnie rękawem szlafroka i z arystokratycznym wdziękiem, wytarła opary bimbru ze swoich arystokratycznych warg, nabrzmiałych elitarną wyższością na innymi wargami.
– Jak kiedyś Paryż był wart mszy, tak teraz moje losy warte są bimbru, zwłaszcza że pod jego wpływem, ciemny lud kupi wszystko co mu się wciśnie. I tego będę się trzymać bez żadnego trybu – mruknęła pod nosem Baronowa i jakby sama do siebie nieco się uśmiechając, pod wpływem wywołanej ziołami i bimbrem nadziei, na trwałą obecność na pierwszych i nic to, że na niezbyt kolorowych stronach współczesnej historii Baronii.
– Ech, życie.. – westchnęła po czym ruszyła na poranną toaletę aby ze zmniejszonym już nocnym obciążeniem, rześko rozpocząć kolejny, pracowity dzień zbawczyni Baronii.
Epizod 24

Wiele zmieniło się na dworze Baronowej od czasu przejęcia przez Kamerdynera rządów, ale nie władzy w Baronii.
Początkowa panika elity przed zgilotynowaniem, zapowiadana gromko przez Kamerdynera na 13 grudnia, podobnie jak ongiś we Francji króla Ludwika XVI i jego żony Marii Antoniny, okazała się na szczęście zwykłym miękiszonem, bo jak dotąd, nie spadł nawet najmniejszy włosek z głowy, ni z brody ani z innych anatomicznych części Baronowej i jej arystokratów. Może tylko Baronowa, jakoś tak początkowo, jakby się skuliła w sobie, wystraszona ale szybko zrozumiała, że Kamerdyner niepewnie i nieudolnie podszczypuje tylko niektórych z jeszcze do niedawna oddanych jej służących i jak dotąd, Kamerdyner nie śmiał tknąć nie tylko Baronowej stając się fujarą także wobec jej wąskiej elity.
W krótkim więc czasie od przejęcia rządów przez Kamerdynera okazało się, że Baronowa i jej Dwór, chociaż przestali rządzić to utrzymali pełnię władzy w całej Baronii i robią co chcą i jak chcą a chcą przede wszystkim doszczętnie, do samego bólu, ostatecznie skompromitować Kamerdynera w oczach ciemnego ludu Baronii, tak aby Baronowa i jej elita mogła przejąć ponowne rządy, ale tym razem już na wieki wieków amen !
Etap pierwszy do obalenia tyranii Kamerdynera właśnie się rozegrał na naszych, przecieranych ze zdumienia, oczach.
W roli głównej wystąpił były Tajny Radca Egzekutor, który na polecenie Kamerdynera został, w asyście armii halabardników, doprowadzony przed oblicze Wysokiej Komisji aby ta, wzorując się na Świętej Inkwizycji, wysłała go na stos płonącego potępienia.
Tajny Radca Egzekutor, starannie przygotowany i doskonale wyćwiczony przez osiem lat dworskiej służby, bezbłędnie zrealizował scenariusz napisany i wyreżyserowany przez Baronową zza kulis wielkiej polityki.
W efekcie Wysoka Komisja na odgłos pierwszych kroków Tajnego Radcy Egzekutora, zmierzającego w jej kierunku, rozpierzchła się w panicznym strachu i w przejmującej żenadą trwodze, porzucając i rozsypując niczym bezwartościową makulaturę opasłe tomy z opisanymi – jak się okazuje – stekami bzdur.
Tak ! Właśnie ! Bzdur !
Bo gdyby miały być one prawdą, która przecież podobno wyzwala, to Wysoka Komisja nie miałaby się czego ani wstydzić ani obawiać przepowiadanego im wieloletniego więzienia, po szybszym niż ktokolwiek się spodziewa, powrocie Tajnego Radcy Egzekutora do rządu i kontynuowania przez niego, u prawego boku Baronowej, wieczystej, wreszcie prawdziwie demokratycznej, zgodniej z prawem i sprawiedliwością, władzy.
Przedstawienie zatem nie dobiegło jeszcze końca. Akt drugi nastąpi niebawem, bo tak być ma trwa mać !

Epizod 25
Z ostatniej chwili
Wobec nasilających się bezprawnych, prześladowczych działań Kamerdynera, Baronowa podjęła decyzję o powołaniu rządu Baronii na uchodźctwie. Na czele tego rządu, jako tymczasowy Premier, ma stanąć póki co, Vice Hrabia Ronowski Niewinny III, który nie tak dawno, przed swoim aresztowaniem przez siepaczy Kamerdynera. zdołał uciec do zaprzyjaźnionej z Baronią – Orbanii.
W kręgach najbardziej zbliżonych do Baronowej spekuluje się także, że posiadający wybitne zdolności spekulacyjne, wypuszczony właśnie z więzienia, za solidną kaucją, również bezpodstawnie prześladowany przez Kamerdynera – Kasztelan Nadmorski – także może dołączyć do składu emigracyjnego rządu Baronii aby objąć jakąś tekę jakiegoś ministra bez teki.
Kasztelan Nadmorski ma wprawdzie zakaz opuszczania terytorium Baronii ale pomocy w ucieczce, mimo postawionej wzdłuż granic żelaznej kurtyny, ma mu udzielić kuriozalnie działająca w Izbie Wybrańców Kamerdynera – Komisja Współpracy Zagranicznej z Orbanią i stojący na jej czele ulubieniec dzieci i kwiatów, były Pierwszy i Specjalny Kantor Churału Baronii.
Spekulacje spekulantów mają trwać !
Epizod 26
W ostatnim czasie wszyscy mieszkańcy Baronii żyli bokserskim pojedynkiem pomiędzy dwoma atletami.
Nieznanego dotąd nikomu boksera, postawiła w prawym narożniku osobiście i po obywatelsku sama Pani Baronowa, a w lewym narożniku stanął, wstawiony przez Kamerdynera, międzynarodowej klasy champion, który był zdecydowanym, wręcz pewnym na 200 procent, faworytem w tym pojedynku.
Baronia zamarła. Ulice opustoszały, kawiarnie zamilkły, a nawet konie w stajniach trzymały kopyta w bezruchu, jakby przeczuwały, że to nie będzie zwykły mecz. Nad ringiem wisiały wszystkie spojrzenia, a wokół unosił się duszny zapach napięcia i niepokoju.
Sędzia podniósł ręce. Gong.
Champion ruszył jak maszyna. Każdy jego ruch był precyzyjny, wyćwiczony, oparty na latach rutyny. Wyprowadzał ciosy, które w poprzednich walkach łamały szczęki, łamały kariery, łamały pewność siebie. Tłum wiwatował. Ale Nieznany – bo tak go nazwano – nie upadał.
Pierwsza runda: Champion miażdżył.
Druga: przewaga rosła.
Trzecia: Nieznany pierwszy raz trafił. Cicho, nieśmiało – jakby próbował.
Czwarta przyniosła coś, czego nikt się nie spodziewał – Champion zwolnił. A Nieznany… rósł. Nie w sile mięśni, ale w obecności. Jego sylwetka, choć skromna, nabierała majestatu. W przerwach nie siadał. Patrzył prosto przed siebie – nie na rywala, ale dalej. Jakby walczył o coś więcej niż zwycięstwo.
Runda piąta. Tłum już nie był jednomyślny. Szmer przemieszczał się jak fala. Coś się zmieniało.
Szósta. Champion trafił serią. Trybuny zadrżały. Ale Nieznany przyjął wszystko i odpowiedział jednym ciosem – prostym, czystym, w sam środek. Champion się cofnął. Po raz pierwszy.
Siódma. Champion oddychał ciężej. Nieznany – spokojny.
Ósma – finałowa. Tłum wstał. Czas się zatrzymał.
W przedostatniej minucie, po serii wymian, Nieznany odchylił się, jakby prowadzony przez intuicję, i wyprowadził lewy sierpowy. Trafił. W samo sedno. Czysto. Ostatecznie. Champion padł. Nie nokaut wprawdzie ale upadek pełen zdziwienia, jakby zrozumiał, że nie walczył z człowiekiem, ale z ideą.
Sędzia doliczył do dziesięciu.
Pani Baronowa skinęła głową na znak zakończenia zwycięskiej dla niej walki. Kamerdyner nie powiedział nic, tylko opuścił wzrok.
Nieznany, wciąż bez imienia, nie podniósł rąk w geście triumfu. Zszedł z ringu cicho, jakby wiedział, że nie zwyciężył dla siebie.
Mieszkańcy Baronii milczeli jeszcze chwilę. A potem zrozumieli. To nie był tylko pojedynek. To była opowieść o tym, że nawet nieznane, jeśli niesione wiarą, może przewyższyć to, co niby ugruntowane ale na glinianych nogach. Że decyzja jednej Baronowej może przeważyć pewność całego systemu.
I że czasem – warto postawić na tego, którego nikt nie zna.
Epizod 27
W ostatnich dniach temperatura publicznych debat w Baronii nieustannie rośnie. W centrum dyskusji pojawia się coraz częściej pytanie o to, czy wyniki wyborów na nadwornego szambelana były fałszowane, oraz jak duża jest skala nieprawidłowości przy ustalaniu oficjalnych, końcowych wyników.
Obywatele Baronii są coraz bardziej podzieleni, głośno wyrażają swoje wątpliwości co do transparentności procesu wyborczego, a kolejne doniesienia o rzekomych nieprawidłowościach jedynie podsycają ten niepokój.
Nic więc dziwnego, że usłużny jak zwykle Szafarz, wymyślił remedium na ten negatywny stan znerwicowanych umysłów i zachowań mieszkańców Baronii i wysunął pomysł zmiany Konstytucji poprzez umieszczenie w niej tylko jednego zapisu :
– „Baronowa jest nieomylna i tylko ona, jako primus inter pares, wskazuje kandydata, mianuje go Szambelanem i potwierdza to własnoręcznie podpisanym aktem nominacyjnym, wręczanym mu osobiście prawą ręką, w Sali tronowej w Pałacu Baronowej”.
Ot, tyle i aż tyle ! Tym, tak zadziwiająco prostym sposobem, będzie można uniknąć w przyszłości wszelkich wątpliwości co do legalności wyboru i ważności szambelańskiego mandatu, silnego przecież poprzez mandat zaufania mieszkańców Baronii do Pani Baronowej i jej dworu oraz jej wiecznie żywych idei i oby ona sam była też nam wiecznie żywa bo tylko wtedy rzeki Baronii nie wodą – ale piwem i miodem będą płynące !