Archiwum kategorii: Bez kategorii

Moralny portret władzy na tle afery KPO

Ostatnie doniesienia o możliwych dymisjach w resorcie kierowanym przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, a także o politycznej determinacji Donalda Tuska, by „sprawy tak nie zostawić”, rzucają ostre światło na kondycję moralną rządzącej koalicji. Punktem zapalnym stało się ujawnienie listy beneficjentów środków z Krajowego Planu Odbudowy, wśród których znaleźli się także posiadacze luksusowych jachtów i projektów o wątpliwej społecznej użyteczności.

Taki obraz stawia fundamentalne pytania o etos sprawowania władzy. Demokratyczny mandat rządzenia nie jest przyzwoleniem na arbitralne rozdawnictwo publicznych pieniędzy — przeciwnie, nakłada obowiązek maksymalnej przejrzystości, równości traktowania i troski o interes publiczny. Tymczasem skandal wokół KPO pokazuje, że mechanizmy selekcji projektów były co najmniej podatne na nadużycia lub faworyzowanie uprzywilejowanych grup.

Moralny wymiar kryzysu pogłębia reakcja polityków. Choć zapowiedź dymisji i deklaracje „wyciągnięcia konsekwencji” mogą brzmieć jak przejaw odpowiedzialności, to w polskiej praktyce politycznej często mają one charakter działań wizerunkowych — symbolicznego poświęcenia jednego ogniwa, by ochronić cały łańcuch władzy. Jeżeli więc konsekwencje będą ograniczone do personalnej roszady, bez gruntownej reformy procedur i realnej kontroli nad wydatkowaniem środków, trudno będzie mówić o autentycznej odnowie moralnej.

Kryzys wokół KPO jest testem nie tylko dla poszczególnych ministrów, lecz dla całej ekipy rządzącej. Sprawdzianem, czy polityka w ich wydaniu jest służbą publiczną, czy też systemem redystrybucji korzyści według logiki układów i znajomości. Jeśli reakcja na aferę okaże się fasadowa, to będzie to sygnał, że moralna tkanka władzy została już nadwątlona — a jej odbudowa będzie wymagała nie tylko dymisji, ale głębokiej zmiany standardów rządzenia.

Warchoł na miarę naszych czasów ?

W dziejach Rzeczypospolitej było wiele osobliwości, które z biegiem lat obrastały legendą – jedną z nich jest warchoł, bohater lub antybohater szlacheckiej demokracji. Postać barwna, niesforna, krzykliwa, często zatracająca granicę między wolnością a anarchią. Gdy dziś słyszymy, że przewodniczący KRRiT, prof. Andrzej Świrski, nie uznaje uchwały Sejmu RP o postawieniu go przed Trybunałem Stanu, trudno nie zapytać: czy oto mamy warchoła XXI wieku?

Nie chodzi tu o samą ocenę działań Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. O tym, czy pan Świrski naruszył prawo – zadecyduje, miejmy nadzieję, Trybunał Stanu. Problemem nie jest także fakt, że broni się publicznie – to prawo każdego obywatela. Problemem jest retoryczne nieuznanie uchwały Sejmu, który działał na podstawie Konstytucji. Innymi słowy – kwestionowanie samego porządku ustrojowego, który daje mu mandat.

Warchoł w Rzeczypospolitej to postać dobrze znana z podręczników: szlachcic rozpalony miłością do własnej wolności, niechętny kompromisom, z lubością wetujący wszystko, co mogłoby zagrozić jego pozycji. Tacy właśnie warchołowie – wbrew mitowi „złotej wolności” – skutecznie paraliżowali państwo, rozkładając je od środka. Warcholstwo nie polegało na wyrażaniu zdania odrębnego – ono polegało na ostentacyjnym sprzeciwie wobec wspólnotowego porządku, nawet kosztem interesu Rzeczypospolitej.

Brzmi to, zwłaszcza dzisiaj, znajomo?

Wspólczesne państwo nie zna już instytucji liberum veto, ale zna konstytucję, ustawy, procedury, odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu. Gdy urzędnik państwowy – wysokiej rangi, dodajmy – nie uznaje decyzji wybranej władzy ustawodawczej, to nie mamy do czynienia z odważnym buntownikiem, tylko z kimś, kto podważa fundament, na którym opiera się całe państwo prawa. Można to ubrać w szaty obrony honoru, można zasłaniać się „zamachem politycznym”, ale jeśli nie uznajemy decyzji Sejmu, to tak, jakbyśmy wyciągali szablę w sejmie szlacheckim.

Nie jesteśmy jednak w XVII wieku. Dziś nie trzeba zwoływać rokoszu, nie trzeba podburzać szlachty – wystarczy konferencja prasowa, wpis w mediach społecznościowych, kilka odpowiednio nacechowanych słów. Tak rodzi się właśnie nowoczesne warcholstwo, bardziej medialne niż militarne, ale równie niebezpieczne dla ładu instytucjonalnego.

Niech nikt nie ma złudzeń – każdy obywatel może krytykować władzę. Ale urzędnik państwowy ma obowiązek respektować decyzje konstytucyjnych organów państwa, nawet jeśli się z nimi nie zgadza. Tym różni się demokracja od anarchii.

Dlatego nie wiemy jeszcze, czy Andrzej Świrski zostanie uznany winnym. Ale już dziś można zadać pytanie: czy jego postawa nie wpisuje się w ten niefortunny polski ciąg: od „złotej wolności”, przez liberum veto, po… delegitymizację Trybunału Stanu?
A jeśli tak, to może naprawdę jesteśmy świadkami narodzin nowego warchoła – w garniturze, z konstytucją w ręku (choć tylko do ozdoby), i z mikrofonem zamiast buzdygana.

Komunikat

Sieć Empik postanowiła wycofać ze sprzedaży książkę „Debil. Studium przypadku” poświęconą Andrzejowi Dudzie.

Książka ta, autorstwa Aleksandry Sarny była dotąd dostępna w Empiku wyłącznie w formie audiobooka. Rzeczniczka sieci księgarni poinformowała, że „podjęto decyzję o tymczasowym wstrzymaniu sprzedaży” pozycji „w oparciu o liczne zgłoszenia dotyczące możliwości naruszenia przez powyższą publikację przepisów prawa, tj. art. 135 par. 2 kodeksu karnego”.  Przepis ten mówi, że kto publicznie znieważa prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Wizja

„Nierozliczone zło wróci. Tylko znacznie potężniejsze” – sędzia Igor Tuleja, Onet, w programie „Kulisy spraw”, publikacja 16.07.2025                                                                    https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/igor-tuleya-ostrzega-dziennikarza-onetu-zaskakujace-slowa/xsjp16p?utm_source=szukaj.onet.pl_viasg_wiadomosci&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=undefined&utm_v=2

Błędne koło

To wielka szkoda, że Donald Tusk nie wystawił ( Radosława Sikorskiego ) przeciwko Nawrockiemu. Popełnił błąd. Czy teraz jest jakaś przestrzeń na zwiększenie znaczenia i widoczności Radka Sikorskiego? I czy zgodziliby się na to koalicjanci? Wątpliwe. A szkoda. Bo dzieląc się z Sikorskim władzą, Tusk nie tylko zwiększyłby szanse na wygranie wyborów w 2023, ale mógłby się całkiem po prostu wesprzeć w trudnej sytuacji, gdy musi rządzić z dość przypadkową grupą delegatów niewiele mających ze sobą wspólnego (poza generalną przyzwoitością) środowisk. A poza tym Sikorski mógłby stać się dla Tuska naturalnym następcą i wreszcie ludzie nie musieliby głosować „na Tuska”, a PiS nie mógłby straszyć Tuskiem. Straszenie Sikorskim byłoby zaś o wiele trudniejsze.

Nie wątpię, że Radek Sikorski zdaje sobie sprawę z tego, że to on akurat jest na tym bezrybiu dość wybitnym rakiem. I na pewno chciałby sobie porządzić Polską. Jest jednakże człowiekiem – w odróżnieniu od mniej wybitnych kolegów – lojalnym i solidnym. To Tusk musi mu wręczyć teczkę, buławę czy jak tam zwał, a do tego jeszcze wymusić na koalicjantach akceptację tej zmiany. Miejmy nadzieję, że znajdzie w sobie dość realizmu i odpowiedzialności, żeby to uczynić. No, chyba że ma w zanadrzu kogoś jeszcze lepszego.

PS

Jest jeszcze jedna możliwość – na wpół fantastyczna, ale tylko na wpół. Drugie pół jest realne. Mam na myśli powrót Aleksandra Kwaśniewskiego. Jakże musieliby być nieprzeciętni nasi liderzy, żeby pójść do byłego prezydenta z misją, jak niegdyś szło się do Piłsudskiego. Gdyby jednak mieli aż taką klasę, to poradziliby sobie z Kaczyńskim sami. Ot, błędne koło.

Fragment tekstu opublikowanego na łamach Polityki przez Profesora Jana Hartmana https://blog.polityka.pl/hartman/2025/07/09/smutni-panowie-i-tusk/?nocheck=1

Zwycięstwa odnosi się nocą

Naiwnością była moja wiara, że ważne sprawy dla dobra Polski były omawiane w Sejmie. Jednakże okazało się, że miejscem, w którym pod osłoną nocy zapadają najważniejsze dla naszego kraju decyzje,  jest warszawskie mieszkanie europosła PiS – Adama Bielana.

Polska Strażą Obywatelską staje !

Nowa Miss wybrana ale emocje związane z werdyktem jury, buzują. Jedni są za a nawet przeciw a drudzy są przeciw a nawet za tak takiemu werdyktowi.

Przywołując słowa wzorcowej, współczesnej Polki – „Mam dość”  –  w rzeczy samej dość mam takich wyborów Miss i uważam, że niezwłocznie powinno powołać się Straż Obywatelską do ich ochrony aby nie dopuścić a raczej powiem wprost – nie wpuścić na wybieg żadnej kandydatki, która nie spodoba się obywatelskim strażnikom a ta kandydatka, która jakimś sumptem wedrze się na sceną powinna być po obywatelsku natychmiast czyli bez zwłoki i bez żadnych ceregieli zwrócona w całości, na drugi brzeg zanieczyszczonej, granicznej rzeki.

Innego wyjścia nie dostrzegam bo organizatorzy konkursu nie są już w stanie zapewnić jurorom bezpiecznych warunków do głoszenia jedynie słusznego werdyktów, zgodnych z zasadą vox populi vox dei !

Jeśli by zaś komuś chciało się mieć odmienne stanowisko, temu już wkrótce przysługiwać będzie całodobowa opieka obywatelska, nie tylko na przepięknym warszawskim Grochowie ale także w wielu innych, atrakcyjnych klimatycznie miejscach, służących swobodnemu wydobywaniu z siebie pokutnych kontemplacji. I nie jest to wcale jakieś tam tylko przebąkiwanie !

Wyborcy czy informatycy PKW ?

Każdy głos się liczy – przekonywali wszyscy, którym zależało na tym, by wybory prezydenckie 2025 cieszyły się dużą frekwencją. I społeczeństwo rzeczywiście tłumnie ruszyło do urn. Teraz każdego dnia przekonujemy się, że to hasło ma dosyć luźny związek z rzeczywistością. Ani „każdy”, ani „głos”, ani „się liczy”.

W 11 z 13 komisji wyborczych w których Sąd Najwyższy nakazał ponownie sprawdzić wyniki i okazało się, że 2690 głosów zostało ujętych Rafałowi Trzaskowskiemu i dopisanych Karolowi Nawrockiemu. Zadziały się nocne cuda nad urną ? Ale dlaczego tak znacząco tylko w jedną stronę, w stronę Karola Nawrockiego?

Wzywano , że „każdy głos się liczy”? Okazało się to kpiną i nadal nie wiadomo czy i w ilu z pozostałych  29802 komisji w całej Polsce podano poprawne wyniki?

Na czyją korzyść zamieniono liczbę głosów między kandydatami?

Ile komisji pomyliło się bardzo, a ile tylko trochę?

I czy to skumulowane „trochę” ma znaczenie dla ostatecznego wyniku wyborów, skoro różnica głosów podana przez PKW jest tak niewielka?

Dowiemy się tylko wtedy, kiedy głosy zostaną policzone ponownie. Jeśli to nie nastąpi, to nawet nie udawajmy, że bawimy się w demokrację i bezsilnie będziemy musimy się pogodzić z tym, że Prezydenta w Polsce nie wybrali wyborcy ale informatycy PKW i taka finalna, przygnębiająca konkluzja wynika z artykułu Anny Dryjańskiej opublikowanego na portalu natemat.pl https://natemat.pl/612614,dryjanska-kazdy-glos-sie-liczy-jestem-obywatelka-i-trafia-mnie-szlag

Mam dość !

Już nigdy nie wezmę udziału w żadnych wyborach w Polsce. Nikt już więcej nie będzie bezprawnie sobie przywłaszczał mojego, tego jednego, głosu !

A tak dosadniej, nie pozwolę więcej robić z siebie barana i nie dam więcej nabierać się na polska demokrację, której towarzyszą cuda.

Cudowne zwycięstwa Nawrockiego w wielu komisjach w Polsce. Skąd nagłe wzrosty liczby głosów?

Dr Krzysztof Kontek, związany z SGH, specjalista od analiz statystycznych, przygotował raport na temat anomalii w wynikach drugiej tury wyborów prezydenckich.

Z badania wynika, że do różnego rodzaju nieprawidłowości mogło dojść w 1482 obwodowych komisjach wyborczych, co mogło przełożyć się na 315-487 tys. głosów Karola Nawrockiego.

Post scriptum.

Przepraszam Pana Jarosława Kaczyńskiego, że Ja, obywatel RP, bezprawnie przypisałem sobie prawo do wyrażenia obawy czy mój głos oddany w ostatnich wyborach został przypisany temu na którego głosowałem.

Przepraszam też Pana Andrzeja Dudę, że wobec ujawnionych, bardzo licznych faktów nieprawidłowego zaliczania głosów, dziwnym, „nocnym” trafem wyłącznie na rzecz tylko jednego kandydata, śmiałem oczekiwać ponownego przeliczenia wszystkich głosów w celu ustalenia rzetelnego i nie budzącego najmniejszych wątpliwości, wyniku wyborów.

Obaj Panowie wreszcie uświadomili mi ponad wszelką wątpliwość, czym mogę sobie jako obywatel „potupać” i do czego „nie daj Boże” nie mogę być dopuszczony bowiem  czasy, kiedy to obywatel miał tylko prawo do trzymania „mordy w kuble” – wcale w Polsce się nie skończyły.