Obłuda w służbie wartości: przypadek Dominiki Chorosińskiej

W przestrzeni publicznej postaci życia politycznego i społecznego są często przedstawiane jako wzorce moralne, których zachowania i deklaracje mają inspirować społeczeństwo do życia zgodnego z określonymi wartościami. Jednak kiedy za deklaracjami nie idą czyny, mamy do czynienia z hipokryzją – formą zakłamania, która niszczy autorytet, podważa zaufanie społeczne i tworzy niebezpieczny precedens dla dyskursu publicznego. Jednym z jaskrawych przykładów takiej postawy jest Dominika Chorosińska – aktorka, polityczka, a obecnie również symbol rażącej obłudy.

Chorosińska, matka pięciorga dzieci, w tym jednego pochodzącego ze związku pozamałżeńskiego, publicznie kreuje się na ambasadorkę rodziny i wierności małżeńskiej. Wypowiedzi w stylu „Sobotę to raczej dzieci spędzają w przytulnych domach z rodzicami” mają brzmieć jak manifest troski o tradycyjny model rodziny, jednak w obliczu faktów z jej życia osobistego wypadają wyjątkowo fałszywie. Gdy ktoś, kto sam dopuścił się zdrady małżeńskiej, nawołuje do wierności i głosi moralizatorskie hasła, trudno nie mówić o klasycznej hipokryzji.

Nie chodzi o potępienie człowieka za błędy – każdy może je popełnić, a życie osobiste jest skomplikowane. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś, kto sam nie sprostał deklarowanym wartościom, staje się ich twarzą. Chorosińska nie tylko nie wykazuje skruchy ani dystansu wobec przeszłości, ale wręcz wykorzystuje swoją pozycję do promowania ideałów, którym sama przeczyła. To nie tylko niespójność – to celowe budowanie wizerunku opartego na fałszu.

Taka postawa ma szersze konsekwencje. Po pierwsze, wypacza debatę o rodzinie, czyniąc ją płytką i polityczną – opartą nie na realnych wartościach, lecz na fasadowych deklaracjach. Po drugie, utrwala społeczne przekonanie, że elity polityczne żyją w oderwaniu od zasad, które próbują narzucać innym. Wreszcie – demoralizuje. Bo jeśli „ambasadorka wierności” może zdradzać i być wynoszona na piedestał, to gdzie podziała się elementarna uczciwość?

W przypadku Dominiki Chorosińskiej mamy więc do czynienia z klasycznym przykładem moralnej niekonsekwencji i instrumentalizacji wartości. Jej przypadek to przestroga, by zawsze patrzeć na czyny, a nie tylko na słowa – szczególnie wtedy, gdy mówimy o tych, którzy pretendują do roli moralnych przewodników. Zakłamanie, nawet ubrane w najpiękniejsze frazy o rodzinie i miłości, pozostaje zakłamaniem.

Jak się okazuje….

W ostatnim numerze brytyjskiego kwartalnika heraldycznego ( English Heraldic Review ), na stronach od 42 do 175, zamieszczono sprawozdanie z wyników prac naukowych przeprowadzonych przez wybitnego znawcę koligacji koronowanych głów Albionu – Sir Allana Petera Mc’Knowminda II.

Ten wybitny heraldyk – uchodzący za najwybitniejszego w świecie znawcę – poświęcił niemal całe zawodowe życie na bardzo głębokie i wszechstronne badania panujących na Wyspach rodów królewskich i arystokracji służącej na ich dworach.

W obszernym sprawozdaniu badawczym, szczególną dla nas Polaków uwagą zwraca ta część, która dotyczy odnogi heraldycznej Dukes of Cachor.

Okazuje się, że całe ich pokolenia używały ten książęcy tytuł zupełnie bezprawnie bowiem protoplastami tego rzekomo książęcego rodu był niejaki Slurry -gnojarz z dworskich obór i uznawana za wiedźmę przybyłą do Abionu z Joli Bord  znad Wisły – czyli równie niejaką – Duck Feather Guill, rwaczka kaczych piór na królewskie piernaty.

Oboje, przed wiekami, podstępnie wyłudzili tytuł książęcy za niespełnioną zresztą obietnicę, dobudowania dwóch wież do zamku swojego chlebodawcy, po śmierci którego, fałszując legaty i królewskie na nich pieczęcie oraz za łapówkę w kwocie 50.ooo złotych dukatów, przejęli zamek wraz z przypisanym do niego prawem używania książęcego tytułu „Dukes of Cachor”.

Przedstawione, zaskakujące dowody genealogiczne nie budzą żadnej wątpliwości i na ich podstawie The Royal Council for Blood Purity (Królewska Rada Czystości Błękitnej Krwi), unieważniła wszystkie tytuły książęce byłym i obecnym potomkom Guill Slurry Duck Feather, w tym także ostatniemu rzekomemu księciu, który jak się okazuje żyje w Polsce, a któremu tytuł ten po prostu nigdy się nie należał, nigdy nie miał prawa go używać i nikt nigdy nie miał i nie ma prawa tak go tytułować.

Perfidia niejakiego Kaczyńskiego

Zaproponowane przez posła Romana Giertycha środki karania niejakiego Jarosława Kaczyńskiego nie będą skuteczne, bowiem system wartości, na którym Kaczyński opiera swoje przestępcze zachowania, nie został ani ograniczony, ani tym bardziej wyeliminowany.

Roman Giertych trafnie też zwraca uwagę, że kluczowym elementem działań niejakiego Kaczyńskiego jest manipulacja społeczeństwem poprzez kreowanie sztucznych wrogów i zasiewanie strachu, co pozwala mu utrzymać wpływy nawet po utracie formalnej władzy.

Po przegranych wyborach niejaki Kaczyński dostrzega zagrożenie związane z prowadzonymi, choć powolnymi, rozliczeniami PiS-u. W obliczu rosnącego napięcia, jego strategia polega na przeniesieniu własnego strachu na społeczeństwo poprzez wskazywanie rzekomych przeciwników, odpowiedzialnych za wszelkie niepowodzenia i problemy w kraju. Ten mechanizm polityczny, stosowany wielokrotnie w historii przez autorytarnych przywódców, ma na celu rozproszenie uwagi i osłabienie skuteczności działań reformatorskich nowego rządu Donalda Tuska.

Perfidią niejakiego Kaczyńskiego jest więc zaszczepianie w społeczeństwie niczym nieuzasadnionej nieufności wobec wszelkich zmian.

Utrwalanie przekonania, że reformy nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, a nowa władza nie zdoła przywrócić stabilności, stanowi poważne zagrożenie dla demokratycznego ładu w Polsce. Obawy te są dodatkowo podsycane przez medialne narracje sprzyjające byłemu obozowi rządzącemu, mającemu wciąż znaczny wpływ na opinię publiczną.

Roman Giertych sugeruje, że niejaki Kaczyński, niczym aktor w tanim teatrze, odgrywa rolę osoby z zaburzoną osobowością, aby uniknąć odpowiedzialności za przestępstwa, których dopuścił się on sam oraz jego współpracownicy. Taktyka ta wpisuje się w schemat działania polityków, którzy po utracie władzy starają się podważyć legitymizację nowych rządów i osłabić ich skuteczność.

W kontekście najbliższej przyszłości niezwykle istotne jest, aby społeczeństwo nie dając się zwieść manipulacjom niejakiego Kaczyńskiego i konsekwentnie wspierało egzekwowanie odpowiedzialności PiS za nadużycia władzy.

Niezbędne są realne reformy systemu prawnego, które nie tylko rozliczą winnych, ale również zabezpieczą kraj przed ponownym wykorzystywaniem polityki do ochrony interesów jednostek kosztem dobra wspólnego. Walka z bezkarnością nie może ograniczać się do personalnych rozliczeń – musi obejmować fundamentalne zmiany w mechanizmach kontrolujących władzę, tak aby podobne sytuacje nie miały miejsca w przyszłości.

Wszystko to jednak nie napawa optymizmem, tym bardziej , że historia Polski nadmiernie obfituje w dziejowe zakręty po których miało być „nigdy więcej” …. ale jak kiedyś, zupełnie niedawno, powiadano –  zawsze następowało „od nowa Polsko Ludowa”  a to z całą pewnością może zagwarantować tylko PiS jeśli niejacy Kaczyński, Zibro, Morawiecki i inni polityczni mafiosi nie zostaną odesłani za kraty, w niebyt współczesnej historii Rzeczpospolitej Polski !

Nie chcę słyszeć odpowiedzi…

Niejaki Kaczyński w swoim ostatnim popisie sejmowym nie tylko obrażał polski rząd, polskie organa sprawiedliwości, z błotem zmieszał posła Romana Giertycha ale przede wszystkim publicznie, w świetle telewizyjnych kamer, swoim bezczelnym chamstwem napluł w twarz milionom Polaków nie akceptujących takich sposobów publicznej dyskusji.

Czy państwo polskie jest tak słabe i bezsilne, że nie jest w stanie wyegzekwować ani cywilnego ani karnego prawa wobec niejakiego Kaczyńskiego, który póki co jest nadal ponad prawem i coraz bardziej się rozzuchwala w sianiu społecznych niepokojów aby na ulicy sięgnąć po utraconą władzę ?

Nie chcę słyszeć odpowiedzi bo wiem, że będzie dzisiaj obezwładniająco przerażająca.

Zmarnowany został czas i moment w którym entuzjazm większości Polaków  z nieukrywaną ulgę przyjęłaby delegalizację PiS. Teraz jest już na to za późno i chce się tylko powiedzieć pod adresem Pana Premiera Donalda Tuska, cytując Stanisława Wyspiańskiego – „Miałeś chamie złoty róg….” albo zaśpiewać jak onegdaj, za Joanną Rawik – „Po co nam to było? Ledwo się zaczęło a już się skończyło” !

Sensacja przyrodnicza na światową skalę.

W powiecie grójeckim, w owocowym zagłębiu Polski, dzisiaj na ranem, niespodziewanie zakwitły jabłonie. Piękno kwitnących drzew jest tak ekscytujące, że nie byli mu się w stanie oprzeć tłumnie zjeżdżający już turyści, na razie ci z najbliższych okolic ale w najbliższych godzinach spodziewane są specjalnie na tę okazję uruchomione czarterowe przyloty z turystami z całego świata.