W przestrzeni publicznej postaci życia politycznego i społecznego są często przedstawiane jako wzorce moralne, których zachowania i deklaracje mają inspirować społeczeństwo do życia zgodnego z określonymi wartościami. Jednak kiedy za deklaracjami nie idą czyny, mamy do czynienia z hipokryzją – formą zakłamania, która niszczy autorytet, podważa zaufanie społeczne i tworzy niebezpieczny precedens dla dyskursu publicznego. Jednym z jaskrawych przykładów takiej postawy jest Dominika Chorosińska – aktorka, polityczka, a obecnie również symbol rażącej obłudy.
Chorosińska, matka pięciorga dzieci, w tym jednego pochodzącego ze związku pozamałżeńskiego, publicznie kreuje się na ambasadorkę rodziny i wierności małżeńskiej. Wypowiedzi w stylu „Sobotę to raczej dzieci spędzają w przytulnych domach z rodzicami” mają brzmieć jak manifest troski o tradycyjny model rodziny, jednak w obliczu faktów z jej życia osobistego wypadają wyjątkowo fałszywie. Gdy ktoś, kto sam dopuścił się zdrady małżeńskiej, nawołuje do wierności i głosi moralizatorskie hasła, trudno nie mówić o klasycznej hipokryzji.
Nie chodzi o potępienie człowieka za błędy – każdy może je popełnić, a życie osobiste jest skomplikowane. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś, kto sam nie sprostał deklarowanym wartościom, staje się ich twarzą. Chorosińska nie tylko nie wykazuje skruchy ani dystansu wobec przeszłości, ale wręcz wykorzystuje swoją pozycję do promowania ideałów, którym sama przeczyła. To nie tylko niespójność – to celowe budowanie wizerunku opartego na fałszu.
Taka postawa ma szersze konsekwencje. Po pierwsze, wypacza debatę o rodzinie, czyniąc ją płytką i polityczną – opartą nie na realnych wartościach, lecz na fasadowych deklaracjach. Po drugie, utrwala społeczne przekonanie, że elity polityczne żyją w oderwaniu od zasad, które próbują narzucać innym. Wreszcie – demoralizuje. Bo jeśli „ambasadorka wierności” może zdradzać i być wynoszona na piedestał, to gdzie podziała się elementarna uczciwość?
W przypadku Dominiki Chorosińskiej mamy więc do czynienia z klasycznym przykładem moralnej niekonsekwencji i instrumentalizacji wartości. Jej przypadek to przestroga, by zawsze patrzeć na czyny, a nie tylko na słowa – szczególnie wtedy, gdy mówimy o tych, którzy pretendują do roli moralnych przewodników. Zakłamanie, nawet ubrane w najpiękniejsze frazy o rodzinie i miłości, pozostaje zakłamaniem.

