Całe życie postępowałem tak aby goląc się rano, nie unikać wzroku od lustrzanego odbicia i bez wstydu patrzeć prosto w swoje oczy. Brzydzą i przygnębiają mnie kłamstwa, zwłaszcza te, które są metodą układania wzajemnych relacji i zastanawiam się często co taki notoryczny kłamca odczuwa będąc sam na sam ze swoim odbiciem przed lustrem. Czy patrzy wtedy bez wstydu w swoje lustrzane oczy, czy odczuwa jakiś wstyd a może i pogardę nawet wobec siebie? Czy ktoś kto z premedytacją, codziennie, w każdej niemal godzinie mija się z prawdą a publiczne wypowiadanie kłamstw nie stanowi żadnego hamulca, może podczas porannej toalety spoglądać ze spokojem w lustrzane odbicie swoich oczu? Odnoszę wrażenie, że wstyd, poczucie godności i honoru są obce dla kłamcy i stąd wynika jego zdolność do bezrefleksyjnego spoglądania w lustrzane odbicie swoich fałszywych oczu.