Polityczna schizofrenia

Ograniczanie pojęcia patriotyzmu do wąsko rozumianej wizji, której towarzyszy niczym nieuzasadnione poczucie wyższości moralnej lub politycznej względem innych jest po prostu polityczną schizofrenią.

Taki patriotyzm jest bardziej deklaratywny niż rzeczywisty, skupiony bardziej na retoryce i nieprzystających do rzeczywistości symbolach aniżeli na otwartym, praktycznym działaniu na rzecz wspólnego dobra.

I jak tu nie kochać Jarosława Kaczyńskiego

W czwartek, piątego września bieżącego roku, Kaczyński na konferencji prasowej, zapowiedział zorganizowanie pod gmachem Ministerstwa Sprawiedliwości, protestu polskich patriotów wobec postępującej likwidacji państwa polskiego przez sprawującą obecnie ekipę z mściwym Donaldem Tuskiem na czele.

Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, pozbawiony jakichkolwiek uczuć patriotycznych Donald Tusk i jego ekipa wraz z nie głosującymi na Prawo i Sprawiedliwość wyborcami, również nie patriotami, reprezentują interesy niemieckiego i rosyjskiego imperializmu, którego celem jest uczynienie z terytorium Polski obszaru zamieszkiwanego przez Polaków, pozbawionych wszelkich praw obywatelskich i narodowościowych.

Jeśli ktokolwiek zaś nie dowierza Kaczyńskiemu, niech przeczyta niemiecką publikację z 1914 roku zatytułowaną “Mitteleuropa” autorstwa Friedricha Naumanna. Książka ta, będąca podstawą dla poglądów prezesa Prawa i Sprawiedliwości, omawia koncepcję środkowoeuropejskiej federacji pod przewodnictwem Niemiec z czasów przedrozbiorowych i sprzed I wojny światowej.

Wnioski nasuwają się same :

Nie było Prawa i Sprawiedliwości z Kaczyńskim – były rozbiory, nie było Polski.

Było Prawo i Sprawiedliwość z Kaczyńskim u władzy – Polska przez osiem lat była.

Po ubiegłorocznych wyborach nie ma u władzy Kaczyńskiego więc Polska wkrótce znowu ma zginąć.

I jak tu nie kochać Jarosława Kaczyńskiego ?

Z TVP odeszły pieniądze, ale wróciła normalność

Zmiany w mediach publicznych zawsze wzbudzają emocje. To instytucje, które nie tylko przekazują wiadomości, ale też kształtują obraz rzeczywistości. Kiedy więc słyszymy, że z TVP „odeszły pieniądze”, automatycznie rodzi się pytanie: co to oznacza dla nas, widzów? Może się wydawać, że brak środków finansowych wpłynie na jakość programów, ale w rzeczywistości, jak pokazuje ostatnia sytuacja, wraz z pieniędzmi do Telewizji Polskiej wróciło coś cenniejszego – normalność.

Nie zawsze to, co drogie, jest lepsze

Ostatnie lata funkcjonowania TVP nie należały do najłatwiejszych – ani dla widzów, ani dla samej stacji. Wysokie budżety, hojne dotacje i wsparcie polityczne nie przełożyły się na jakość programów. Wręcz przeciwnie – wraz z finansowym przepychem przyszły oskarżenia o brak obiektywizmu, skrajnie jednostronne narracje i niską jakość niektórych produkcji. TVP, zamiast być publiczną platformą reprezentującą różnorodne poglądy i interesy społeczeństwa, zaczęło przypominać instrument propagandowy. A to rodziło coraz większy sprzeciw widzów.

W mediach, podobnie jak w sztuce, większy budżet niekoniecznie oznacza lepszy efekt końcowy. Przypomnijmy sobie małe, skromne produkcje filmowe czy telewizyjne, które bez wielomilionowych nakładów potrafiły wzruszać, inspirować, a przede wszystkim przekazywać istotne treści. Często to właśnie ograniczenia finansowe zmuszają twórców do kreatywności, do szukania nowych form wyrazu. Tymczasem nadmierne fundusze mogą rozleniwiać, prowadzić do stagnacji i obniżenia poziomu.

Normalność w mediach – co to oznacza?

Normalność, o której tu mówimy, to powrót do standardów dziennikarstwa i produkcji telewizyjnej, gdzie najważniejsza jest jakość, a nie ilość. To otwartość na różnorodność poglądów i szacunek dla widza, który chce być dobrze poinformowany, a nie manipulowany.

W obliczu mniejszych funduszy, TVP musi postawić na treści, które naprawdę coś wnoszą – nie tylko politycznie, ale także społecznie i kulturowo. Odejście od przesadnej produkcyjnej pompki na rzecz skromniejszych, ale bardziej autentycznych programów, może przynieść pozytywną zmianę.

Powrót do normalności to także koniec z przepychem, który bardziej pasował do komercyjnych stacji telewizyjnych niż do mediów publicznych. Telewizja publiczna, w swej istocie, nie powinna ścigać się z komercyjnymi gigantami na liczbę celebrytów czy spektakularne widowiska. Jej misją jest edukacja, informacja i budowanie wspólnoty obywatelskiej.

Dlaczego to dobrze?

Mniej pieniędzy oznacza mniejszą zależność od polityki. Dotacje finansowe, jak pokazały ostatnie lata, wiązały się z bliskimi relacjami z rządzącymi, co prowadziło do niebezpiecznego zacierania granic między informacją a propagandą. Teraz, gdy tych funduszy jest mniej, TVP musi bardziej skupić się na swojej misji – na tym, co naprawdę liczy się dla społeczeństwa. W takiej sytuacji łatwiej jest tworzyć programy oparte na faktach, a nie na politycznych wytycznych.

Co więcej, zubożenie finansowe może otworzyć przestrzeń dla niezależnych twórców, którzy wcześniej byli spychani na margines. Kreatywność, pasja i niezależność mogą stać się nowymi atutami Telewizji Polskiej. Widzowie potrzebują mediów, które szanują ich inteligencję i które oferują coś więcej niż tylko powierzchowną rozrywkę.

Przyszłość w rękach widzów

Ostatecznie to widzowie zadecydują, jak potoczy się przyszłość TVP. Choć zmniejszenie funduszy może budzić obawy o jakość produkcji, to jednak otwiera drzwi do autentyczności i powrotu do wartości, które telewizja publiczna powinna promować. Normalność, o której mówimy, to nie powrót do tego, co było, ale do tego, co być powinno – rzetelne, obiektywne i różnorodne media, które informują, edukują i inspirują.

Być może teraz, kiedy z TVP odeszły pieniądze, nadejdzie czas na prawdziwe zmiany. A my, jako widzowie, mamy szansę stać się częścią tej transformacji – wspierając to, co wartościowe, i odrzucając to, co powierzchowne. Bo telewizja publiczna, tak jak każda instytucja, istnieje po to, by służyć społeczeństwu, a nie politycznym interesom.

Normalność, jak się okazuje, nie jest luksusem – to po prostu konieczność.

Wybrakowany lider

4.09.2024r., Pani Manuela Gretkowska, na łamach portalu natemat.pl, podjęła temat przywództwa w polityce, co zawsze zawsze budzi kontrowersje i różne emocje, zwłaszcza w odniesieniu do liderów o długiej karierze politycznej.

Jednym z takich przywódców, który stał się ikoną polskiej sceny politycznej, jest Jarosław Kaczyński. Manuela Gretkowska zwróciła uwagę na kilka aspektów zachowania prezesa PiS, które podkreślają jego trudności z orientacją oraz wskazują na problematyczne zachowanie w sferze publicznej. Te obserwacje prowadzą do szerszej refleksji na temat roli przywódcy, jego odpowiedzialności i znaczenia szacunku dla innych.

Na początku warto odnieść się do faktu, że w polityce, a zwłaszcza na wysokich stanowiskach, liderzy są stale pod obserwacją opinii publicznej. Każde ich potknięcie, każdy błąd jest szczególnie wyolbrzymiany. W przypadku Jarosława Kaczyńskiego, opisana sytuacja z błądzeniem po korytarzach sejmowych oraz myleniem początku i końca kolejki wyborczej stanowi przykład takich wydarzeń, które mogą wzbudzać różne reakcje. Z jednej strony można traktować to jako zwykłą ludzką pomyłkę, wynikającą z wieku czy zmęczenia. Z drugiej strony, dla wielu przeciwników politycznych jest to symboliczne potwierdzenie niezdolności do dalszego sprawowania funkcji przywódczych.

Sugerowana przez autorkę idea „sznureczka”, który pomaga przedszkolakom w trzymaniu się odpowiedniej drogi, jest z jednej strony ironiczna, z drugiej zaś wskazuje na pewną bezradność prezesa wobec niektórych sytuacji. Można to interpretować jako krytykę osoby, która, mimo swojej wieloletniej obecności na scenie politycznej, nie zawsze odnajduje się w codziennych realiach. W tym kontekście Manuela Gretkowska podważa kompetencje przywódcze Kaczyńskiego, wskazując na jego dezorientację nie tylko w fizycznym sensie, ale również, symbolicznie, w kontekście politycznym.

Ironia użyta przez publicystkę, zestawiająca zachowanie Kaczyńskiego z nauką przedszkolaków, podkreśla kontrast pomiędzy tym, co powinno być normą w zachowaniu społecznym, a tym, co prezentuje lider partii rządzącej. Brak przeprosin za „osiem lat obrażania i poniżania” staje się symbolem nie tylko osobistej postawy Kaczyńskiego, ale także stylu rządów jego formacji politycznej. Autor sugeruje, że brak empatii i odpowiedzialności za własne słowa i czyny to poważne mankamenty, które powinny być rozliczone w demokratycznym procesie, jakim są wybory.

W dalszej części tekstu znana i lubiana przez czytelników felietonistka, koncentruje się na kwestii braku przeprosin ze strony Jarosława Kaczyńskiego.

W ciągu ostatnich ośmiu lat, rządy PiS były często krytykowane za styl prowadzenia polityki, który wielu odbierało jako agresywny, autorytarny i pełen pogardy dla opozycji oraz innych grup społecznych. Kaczyński przez te lata obrażał i poniżał innych, nigdy nie wyrażając skruchy ani nie przepraszał za swoje słowa i działania. Jest to poważny zarzut, który wskazuje na brak empatii i zdolności do autorefleksji u przywódcy. W polityce, podobnie jak w życiu codziennym, umiejętność przepraszania i przyznania się do błędu jest kluczowa. Świadczy to o pokorze i szacunku dla innych, a także o dojrzałości emocjonalnej.

Podsumowując, felieton stanowi krytykę postawy Jarosława Kaczyńskiego, która według Manueli Gretkowskiej, cechuje się dezorientacją, zarówno fizyczną, jak i moralną. Ironia, jaką autor posługuje się w odniesieniu do „sznureczka” i przedszkolnych manier, służy podkreśleniu braku podstawowych wartości, takich jak szacunek dla innych i gotowość do przyznania się do błędu. Refleksje te prowadzą do szerszych rozważań na temat roli lidera w polityce, który powinien nie tylko sprawować władzę, ale również dawać przykład odpowiedzialnego, empatycznego i godnego zachowania. Lider polityczny, zwłaszcza taki, który ma duży wpływ na losy państwa, powinien być nie tylko skuteczny w swoich działaniach, ale także odznaczać się zdolnością do słuchania innych, refleksji nad własnymi czynami i gotowością do wyrażenia skruchy, gdy jest to konieczne.

Brak tych cech może prowadzić do alienacji społecznej i pogłębiania podziałów politycznych. W przypadku Jarosława Kaczyńskiego, jak sugeruje autorka, niezdolność do przepraszania za lata pełne obelg i poniżania przeciwników politycznych stanowi kluczowy problem. To nie tylko kwestia osobistego stylu, ale też szerszego klimatu politycznego, który przyczynia się do eskalacji konfliktów i rosnącej polaryzacji społeczeństwa. Kultura polityczna oparta na wzajemnym szacunku i dialogu staje się w takich warunkach coraz trudniejsza do zrealizowania.

Ostatecznie, ten esej jest refleksją nad przywództwem i odpowiedzialnością w polityce. Prezes partii rządzącej powinien być wzorem dla innych, także w zakresie zachowań społecznych i moralnych. Brak umiejętności przyznania się do błędu, brak skruchy za krzywdy i brak zdolności do refleksji nad konsekwencjami swoich działań świadczą o nieodpowiedzialnym podejściu do sprawowania władzy. Tego rodzaju postawa może prowadzić do utraty zaufania społecznego i pogłębiania podziałów w społeczeństwie. W polityce, jak w każdym innym obszarze życia, przywództwo wymaga nie tylko zdolności do podejmowania trudnych decyzji, ale również gotowości do ponoszenia konsekwencji za swoje działania. Prawdziwy lider nie boi się przyznać do błędów i dąży do naprawienia wyrządzonych krzywd, ponieważ zrozumienie i odpowiedzialność są fundamentami zdrowej demokracji. Tylko wtedy można budować trwały i sprawiedliwy system, który służy wszystkim obywatelom, a nie tylko wybranym grupom interesów.

O co prezesowi chodzi …

PiS wiedząc o tym, że ciemny lub wszystko kupi, zwróciło się do swoich wyborców o wpłaty darowizn dzięki którym będzie mógł dalej walczyć o Polskę „godną, suwerenną i praworządną”.

Ale o co i o jaką Polskę tak naprawdę walczy prezes ze swoim PiSem?

Polska PiS-u i prezesa to między innymi „patrioci” rozkradający publiczne pieniądze na niespotykaną dotąd skalę, równie gigantyczne marnotrawstwo publicznego grosza, bezprawie, kolesiostwo, chamska bezczelność partyjnych baronów i ich aparatczyków, fałsz i obłuda na każdym kroku, izolacja Polski na arenie międzynarodowej i właśnie o powrót do utraconej władzy z możliwością dalszego, bezkarnego rozkradania Polski, w gruncie rzeczy chodzi prezesowi.

Ojczyznę dojną racz nam zwrócić Panie – błaga zatem Kaczyński ze swoim PiSem.

Jest też w całej sprawie aspekt osobistych ambicji prezesa. W historii współczesnej Europy, najbardziej wybijającą się postacią w segmencie satrapów i zamordystów, jest wiecznie żywy Lenin i jego wiecznie żywe idee. Kaczyński też chce być wiecznie żywy, na wzór Lenina.

Lenin ma w Moskwie mauzoleum, miejsce kultu milionów Rosjan. Kaczyński także już stworzył podwaliny pod podobne mauzoleum dla siebie, na Wawelu i marzy mu się podobnie wiecznie żywy kult.