Polski kocioł na palniku

W Polsce emocje społeczne znów przypominają wodę tuż przed wrzeniem – bulgocą, kipią, ale jeszcze nie kipią na dobre. Zaprzysiężenie nowego prezydenta, Karola Nawrockiego, stało się politycznym trzęsieniem ziemi w skali mikro, które jednak ustawiło tektonikę całego systemu. Dla obozu rządzącego to sygnał, że każda ustawa może utknąć w prezydenckim wicie, a dla opozycji – długo wyczekiwana zapora przed tym, co postrzega jako nadużycia władzy. W efekcie mamy klasyczny pat – pół Polski krzyczy „wreszcie hamulec!”, druga połowa „blokują nas!”.

Tymczasem w portfelach – niespodzianka. Inflacja spadła w lipcu do 3,1% r/r, co teoretycznie powinno dać oddech. W praktyce Polacy nadal czują, że drożyzna nie odpuszcza. Psychologia rynku jest tu bezlitosna: jeśli przez dwa lata ceny wspinały się jak wściekłe, to nawet gdy przestają rosnąć, góra nadal stoi przed nami.

Ale w minionym tygodniu to nie ekonomia była paliwem dyskusji, lecz moralność życia publicznego. Afera „dotacji na jachty” z funduszy KPO przetoczyła się przez media jak letnia burza – głośno, widowiskowo, z piorunami w stronę rządzących elit. Beneficjenci tłumaczyli, że to inwestycje w biznes, a nie w wakacyjne kaprysy, lecz niewielu chciało słuchać. Dominował gniew podszyty cynizmem: „wszyscy tak robią, ale czemu zawsze oni?”.

Na drugim planie tli się ciągle temat migracji. Jeszcze w lipcu marsze antyimigracyjne rozgrzały ulice, a dziś rozgrzewają nagłówki i kolumny opinii. Wzmacnia to narrację „zagrożenia z zewnątrz”, która jest wygodnym paliwem dla partii stawiających na tożsamościowe polaryzacje.

A co na to sondaże? Jak u zaciętej wagi bokserskiej. Koalicja Obywatelska i PiS idą łeb w łeb – po ok. 29–30%. Konfederacja utrzymuje solidne 15%, a mniejsze ugrupowania powoli wyciągają rękę po rozczarowanych wyborców. Trzecia siła w praktyce dyktuje ton debaty – im ostrzej wobec „systemu”, tym lepiej żre.

To, co uderza w zbiorczym obrazie, to przesunięcie punktu ciężkości: mniej rozmawiamy o cenach chleba, bardziej o uczciwości władzy. Ludzie oczekują nie tylko „ciepłej wody w kranie”, ale też poczucia, że kran nie jest prywatną własnością tych, którzy aktualnie mają klucze do kotłowni.

Najbliższe tygodnie zapowiadają się jak partia szachów, w której każdy ruch kończy się okrzykiem „szach!” – ale matu długo jeszcze nie będzie. Prezydenckie weta, kolejne odsłony afery KPO i możliwe odbicie inflacji jesienią sprawią, że Polska pozostanie w stanie polityczno-społecznego wysokiego ciśnienia. A to oznacza, że woda w garnku będzie nadal bulgotać – wystarczy iskra, by przeszła w pełny wrzątek.

Pół na pół

Nowy Prezydent zaprzysiężony. Uroczystość trwała cały dzień. Nawrocki przemawiał aż dwa razy, poza tym – przysięgał, defilował i przejmował co w tym dniu miał oficjalnie do podjęcia i przejęcia ale w najmniejszym stopniu nie przejmował się drugą połową wyborców, którym zapowiedział wojnę. Tak właśnie ! Nowo upieczony Prezydent zapowiedział połowie polskiemu narodowi wojnę polsko-polską !

Ci Polacy, którzy w liczbie prawie 50% czyli plus minus 10 milionów, nie głosowali na Nawrockiego, to – zgodnie z niejednokrotnie publicznie głoszoną doktryną przez niejakiego Jarosława Kaczyńskiego – nie są Polakami i nie zasługują na jakiekolwiek prawa ani względy pisowskiej, skrajnie prawicowej władzy.

A więc wojna – zawtórowali co najbardziej bojowi urzędnicy prezydenckiej kancelarii, którzy dzięki nieudolności obecnej władzy zdołali przetrwać krótki okres strachu i lęku przed poniesieniem odpowiedzialności za poprzednie osiem lat swoich „dokonań” po to by dziś buńczucznie zapowiadać i przygotowywać tumult i rebelię przeciwko legalnej władzy, posiadającej niekwestionowany mandat wyborczy.

Co więc nas czeka w nieszczęsnej ojczyźnie ? Wojna rodziców z dziećmi i dzieci z rodzicami, wojna ojców z matkami i matek z ojcami, wojna między rodzeństwami, wojna krewnych z krewnymi, wojna sąsiadów z sąsiadami tymi z za ściany i tymi za granicami Polski, wojna wierzących z niewierzącymi, wojna płci i preferencji, wojna z kolorem włosów, sposobem ubierania się, wojna o to co kto czyta, ogląda i słucha. Jednym słowem wojna Polaków z Polakami o wszystko – bo tylko wtedy naród zajęty wojną samych z sobą nie będzie w stanie ani patrzeć na ręce pisowskiej władzy a tym bardziej nie będzie zdolny do postawienia tamy łamaniu praw obywatelskich, Konstytucji i pospolitym przekrętom gospodarczym, których tak liczny wysyp mieliśmy przecież w ciągu minionych ośmiu lat rządów PiS.

A jeśli znajdować się będą odważni by upomnieć się o godność, praworządność, o pokój i zgodę w narodzie to szybko wypełniać się będą nimi więzienia – co bez najmniejszych skrupułów już dziś zapowiada Jarosław Kaczyński.

W nie tak dawnej historii naszej ojczyzny mieliśmy Berezę Kartuską i nie jest więc wcale takie nierealne, że historia może się wkrótce powtórzyć.

Moralny portret władzy na tle afery KPO

Ostatnie doniesienia o możliwych dymisjach w resorcie kierowanym przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, a także o politycznej determinacji Donalda Tuska, by „sprawy tak nie zostawić”, rzucają ostre światło na kondycję moralną rządzącej koalicji. Punktem zapalnym stało się ujawnienie listy beneficjentów środków z Krajowego Planu Odbudowy, wśród których znaleźli się także posiadacze luksusowych jachtów i projektów o wątpliwej społecznej użyteczności.

Taki obraz stawia fundamentalne pytania o etos sprawowania władzy. Demokratyczny mandat rządzenia nie jest przyzwoleniem na arbitralne rozdawnictwo publicznych pieniędzy — przeciwnie, nakłada obowiązek maksymalnej przejrzystości, równości traktowania i troski o interes publiczny. Tymczasem skandal wokół KPO pokazuje, że mechanizmy selekcji projektów były co najmniej podatne na nadużycia lub faworyzowanie uprzywilejowanych grup.

Moralny wymiar kryzysu pogłębia reakcja polityków. Choć zapowiedź dymisji i deklaracje „wyciągnięcia konsekwencji” mogą brzmieć jak przejaw odpowiedzialności, to w polskiej praktyce politycznej często mają one charakter działań wizerunkowych — symbolicznego poświęcenia jednego ogniwa, by ochronić cały łańcuch władzy. Jeżeli więc konsekwencje będą ograniczone do personalnej roszady, bez gruntownej reformy procedur i realnej kontroli nad wydatkowaniem środków, trudno będzie mówić o autentycznej odnowie moralnej.

Kryzys wokół KPO jest testem nie tylko dla poszczególnych ministrów, lecz dla całej ekipy rządzącej. Sprawdzianem, czy polityka w ich wydaniu jest służbą publiczną, czy też systemem redystrybucji korzyści według logiki układów i znajomości. Jeśli reakcja na aferę okaże się fasadowa, to będzie to sygnał, że moralna tkanka władzy została już nadwątlona — a jej odbudowa będzie wymagała nie tylko dymisji, ale głębokiej zmiany standardów rządzenia.