Osiem lat temu w Polsce nastąpiła zmiana warty, ale – jak się okazało – nie tej warty, której społeczeństwo potrzebowało i na którą zasługiwało.
Pojawiły się nowe twarze, często obiecujące poprawę jakości życia, wzrost gospodarczy i naprawę poprzedniego, „zepsutego systemu.” jakże obietnice te zostały bardzo szybko przytłoczone przez skandale, intrygi i działania, które z uczciwością mają niewiele wspólnego. Rodziło się pytanie – gdzie podziały się honor i uczciwość?
Jeszcze nie tak bardzo dawno polityków rozliczano za słowa i czyny a przynajmniej społeczeństwo mogło spodziewać się konsekwencji za publiczne kłamstwa i niegodziwe postępowanie. Dziś jednak widać, że dla niektórych osób na scenie politycznej, uczciwość i honor stały się anachronizmami, zbywanymi jako „idealizm, na który nie ma miejsca”. Można wręcz odnieść przekonanie, że odwaga do działania zgodnie z własnym sumieniem ustąpiła miejsca kalkulacji – czy dane kłamstwo przyniesie głosy, czy dany „układ” przyniesie zysk.
Kiedy patrzymy na niedawno jeszcze rządzących, którzy są uwikłani w kolejne afery – od finansowych, po obyczajowe i widzimy, jak są wynoszeni na piedestały, pojawia się naturalne pytanie – jaka wzorzec wysyłana jest społeczeństwu, a zwłaszcza młodym ludziom? W jakim kraju będą dorastać, skoro symbolem sukcesu stają się osoby, które wyzbyły się jakiejkolwiek odpowiedzialności moralnej?
Wydaje się, że w Polsce mamy do czynienia z procesem, w którym część społeczeństwa przyjęła, że „każdy polityk to złodziej”, więc skoro wszyscy kradną, to najlepiej oddać hołd temu, który robi to w sposób najmniej ukrywany.
Pomniki polityków stają się symbolem władzy i wpływów, zamiast wartości, które kiedyś były cenione. A „ciemny lud” – jak to swego czasu ujął jeden z twórców dzisiejszego układu – ogląda ten spektakl niemal bezrefleksyjnie.
Nie chodzi tu jednak wyłącznie o bierne przyglądanie się. Społeczność, która widzi władców wynoszonych na pomniki mimo nieczystych rąk, zaczyna internalizować takie wzorce jako część codzienności. Następuje stopniowe odwrócenie wartości, gdzie uczciwość staje się nie tylko niemodna, ale wręcz śmieszna. Bycie moralnym i prawym oznacza przegraną, podczas gdy cynizm i korupcja to synonimy sukcesu.
Problem polega na tym, że ten model staje się toksyczny nie tylko dla obecnych dorosłych, ale przede wszystkim dla młodego pokolenia, które wchodzi na rynek pracy, zakłada rodziny, kształtuje swoją tożsamość i szuka wzorców do naśladowania. Widzimy, jak młodzi Polacy coraz częściej deklarują chęć wyjazdu, tłumacząc to właśnie rozczarowaniem polityką, brakiem perspektyw i niesprawiedliwością społeczną.
Społeczeństwo ma prawo i obowiązek oczekiwać, że jego reprezentanci będą postępować zgodnie z zasadami etycznymi. Najwyższy czas zacząć się domagać rzeczywistych rozliczeń za publiczne występki, a nie kolejnych obietnic bez pokrycia. Honor i uczciwość nie są pojęciami przestarzałymi. Wręcz przeciwnie, są fundamentem społeczeństwa, które dąży do rozwoju. W innym przypadku skończymy w rzeczywistości, w której słowo „uczciwość” będzie pojęciem równie historycznym, jak niektóre ustroje, które Polska zostawiła za sobą kilka dekad temu.
Na tym tle, ze szczególną ostrością przedstawia się postać Kaczyńskiego.
W trakcie przesłuchań na Sejmowych Komisji Śledczych, na antenach TV Trwam i TV Republika oraz na okolicznościowe pytania dziennikarzy w sprawie jego wiedzy o rozwijających się aferach z okresu jego rządów, niezmiennie odpowiada – nie wiedziałem, nie słyszałem, nie nadzorowałem, nie miałem żadnego wpływu na dziejące się sprawy.
Można zatem postawić pytanie – za co i jakim prawem Kaczyński pobierał obfite pensje w okresach pełnienia przez niego państwowych funkcji skoro niczego nie nadzorował, nic i nikt mu nie podlegał i nie miał żadnego wpływy na dziejące się sprawy, które poznał jedynie ze słyszenia z Telewizji TVN i o których dopiero obecnie coś tam właśnie czytał ale nie wierzy zresztą w prawdziwość ani jednego słowa niemiecko-rosyjskiej propagandy TVN-u ani w relacje lewackich dziennikarzy z brukowych czasopism, typu Wyborcza i z jej podobnych.
Tupet Kaczyńskiego, który utracił „zdolność honorową” na rzecz ośmioletniej bezkarności za bezczelne rozkradania kraju, łamanie Konstytucji i praw człowieka, szczucie Polaków wzajemnie na siebie, dewastację powagi i autorytetu Polski na arenie międzynarodowej i wielu innych świństw, jest szokująco niezrozumiałe dla „ciemnego ludu”, oczekującego coraz niecierpliwiej na wyegzekwowanie pełnego rozliczenia i elementarnej sprawiedliwości w imię przywrócenia w życiu publicznym zasad honoru i uczciwości.