Dwie ręce demokracji

Onet.pl doniósł – rzecz jasna nieoficjalnie, bo tak najlepiej brzmi – że według miejskich służb w marszu kandydata KO wzięło udział około 140 tysięcy osób, podczas gdy marsz kandydata PiS zgromadził zaledwie 50 tysięcy dusz, czyli – uwaga, kalkulatory w dłoń – trzy razy mniej. Cóż za szok.

Skąd ta miażdżąca przewaga po stronie PO? Odpowiedź jest dziecinnie prosta. Wśród mas kroczyła Marianna Schreiber – niczym celebrycki pług, torując sobie drogę przez tłum 100 tysięcy oddanych fanów, przyciąganych jak ćmy do ognia przez jej wyzwolone, nietuzinkowe walory. Magnes społeczny w wersji de luxe.

Tymczasem wielki plan PiS-u, by z pomocą Dominiki Chorosińskiej zgromadzić tłumy kobiet pod sztandarem cnoty i patriotyzmu, spektakularnie się posypał. Jak się okazuje, większość Polek wciąż ma w pamięci Dekalog, a zwłaszcza to nieszczęsne szóste przykazanie – „Nie cudzołóż”

Podczas wiecu Karol Nawrocki łącząc dramatyzm Rejtana z  Szekspirem – z wypiekami na twarzy wykrzykiwał, że „My, Polacy, mówimy dość mikromanii!” (cokolwiek to znaczy) i że musimy stanowczo powiedzieć „nie” rządowi Donalda Tuska. Pierwszego czerwca – według Nawrockiego – to nie tylko data, to misja. On i obywatel Kaczyński mają wygrać wybory prezydenckie. Tego dnia, jak zapewnił, będą „chodzić ciemną doliną, ale zła się nie ulękną”, bo – a jakże – „Ty jesteś ze mną” – spojrzał w tym dramatycznym momencie w stronę obywatela Kaczyńskiego, by podkreślić, że „musimy wygrać te wybory” (czyli on i obywatel Kaczyński), bo inaczej grozi nam monopol jednego środowiska politycznego (tak, zgadliście – chodzi o Tuska i PO). „Mają Sejm, mają Senat, mają premiera, chcą jeszcze prezydenta!” – zawył znakomicie na koniec, niemal osuwając się ze zmęczenia.

50-tysięczny tłum wpadł w euforię. W końcu jakże piękna była ta wizja: przez osiem lat rządów PiS władza absolutnie nie była skoncentrowana. Przecież nie mieli Sejmu, nie mieli Senatu. Premier też nie był z PiS-u. Prezydent przez osiem lat był kulą u nogi obywatela Kaczyńskiego i mimo tych wszystkich przeciwności władza przecież nie była w jednej ręce. Nie! Była w dwóch – tych należących do obywatela Kaczyńskiego. A jak wiadomo, dwie ręce to nie to samo co jedna. Prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *