Ostatni pocałunek

Wystarczy rozejrzeć się uważniej, by dostrzec, że świat stał się jakby uboższy o pewien subtelny rytuał. Nie widać już ludzi całujących się publicznie – tego czułego gestu, który kiedyś należał do codzienności i wplatał się w pejzaż ulic, dworców, parków. Dziś relacje zdają się nagie, pozbawione drobnych znaków troski, odarte z ciepła i lekkości, jakie niosła spontaniczna tkliwość. Coraz rzadziej mijamy splecione dłonie, spojrzenia rozświetlone tą szczególną aurą, w której para nie jest tylko dwojgiem ludzi, lecz całością większą od sumy części.

Paradoksalnie, najłatwiej dostrzec tę pustkę tam, gdzie powinna panować pełnia – na wakacjach. Czas odpoczynku i bliskości obnaża kryzysy związków jak ostre światło. Partnerzy siedzący przy stole milczą, jakby każde zdanie było przeszkodą, nie pretekstem do rozmowy. Nie szukają dotyku, nie zatrzymują się razem, by patrzeć w morze czy w szybę kawiarnianego okna. Są, lecz jakby obok siebie. Śmiech i czułość ustąpiły miejsca ciszy, która ma w sobie ciężar obcości. Całuje ich słońce, lecz ono nie potrafi rozgrzać samotności, którą dzielą.

A przecież rozstania rzadko zaczynają się hukiem. Rzadko są dramatem z trzaskiem drzwi czy ostrym słowem. Częściej przypominają powolne topnienie lodu. Miłość nie gaśnie nagle – kruszeje, ulatnia się, jak mgła, która znika o świcie, zostawiając powietrze puste i chłodne. I w tym właśnie momencie pojawia się on – ostatni pocałunek.

To pocałunek szczególny, bo dźwiga ciężar wszystkiego, co niewypowiedziane. Ma smak niespełnionych marzeń, obietnic, które rozproszyły się w próżni, słów zbyt długo odkładanych na później. Jeszcze usta dotykają się nawzajem, lecz bez głodu i bez światła. Delikatne muśnięcie zamienia się w chłód. Z miękkości dawnych gestów pozostaje tylko sztywność, jakby pocałunek sam bronił się przed sobą.

Ostatni pocałunek jest paradoksem – bywa tkliwy, czasem aż za czuły, a przecież jest pieczęcią końca. Nosi w sobie pożegnanie, które nie zawsze zostaje wypowiedziane na głos. Jest jak tasak, odcinający teraźniejszość od przyszłości, która nie będzie już wspólna. Jest jak brama, przez którą przechodzi się samotnie – z pamięcią o tym, co było, i z niepewnością tego, co dopiero nadejdzie.

W nim kończy się opowieść o bliskości. W nim gaśnie światło, które kiedyś rozświetlało spojrzenia. Ostatni pocałunek jest czułym epitafium dla miłości – i nawet jeśli trwa tylko chwilę, pozostawia echo na długo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *