Czy osiemdziesięciolatek powinien decydować o losach Polski?

Gdyby to pytanie padło z ust zwykłego obywatela, można by się nad nim poważnie pochylić. Ale że padło z ust Andrzeja Dudy – człowieka, który przez lata prezydentury żył w równoległym uniwersum, zbudowanym z partyjnych podszeptów – całość brzmi jak żart. To tak, jakby ryba pouczała ptaka, że ten powinien się wreszcie nauczyć latać.

Andrzej Duda, krytykując starsze pokolenia za „skostniałe spojrzenie”, sam jest ucieleśnieniem politycznej skamieliny. Z tą różnicą, że jego skostnienie nie wynika z wieku, lecz z zadziwiającej zdolności do odrywania się od rzeczywistości. Polska według Dudy to kraina wiecznego sukcesu, w której problemów nie ma – są tylko przeszkadzające media, kapryśna Unia Europejska i wredna opozycja. Jeśli więc ktoś patrzy na świat „skostniałymi oczami”, to właśnie on – młodszy od osiemdziesięciolatków, ale mentalnie dawno już skamieniały.

Duda uwielbia snuć wizje o potrzebie zmiany pokoleniowej, ale sam nigdy jej nie reprezentował. Zamiast świeżości mieliśmy prezydenta, który z zapałem recytował partyjne instrukcje, niczym uczniak na akademii ku czci. Gdy trzeba było być odważnym – milczał. Gdy trzeba było być niezależnym – podpisywał. Gdy trzeba było rozumieć problemy ludzi – zajmował się tropieniem „ideologii”, które istniały wyłącznie w jego wyobraźni.

Można powiedzieć, że Andrzej Duda od dawna żyje w Polsce wyimaginowanej. W tej Polsce wszyscy są szczęśliwi, demokracja kwitnie, a on sam jawi się jako strażnik narodowych wartości. Tyle że ta kraina istnieje wyłącznie w jego głowie – coś na kształt Disneylandu dla polityka, w którym każdy problem można przykryć uśmiechem, defiladą albo kolejnym podpisem złożonym drżącą ręką pod partyjną ustawą.

Z tego punktu widzenia zarzut wobec osiemdziesięciolatków brzmi groteskowo. Bo co szkodzi Polsce bardziej – metryka, czy życie w alternatywnej rzeczywistości, w której Polska przypomina bajkowy teatrzyk kukiełek, a prezydent gra w nim rolę, której sensu dawno przestał rozumieć? Wiek można usprawiedliwić doświadczeniem, ale własnej iluzji – już nie.

Dlatego wypowiedź Andrzeja Dudy o konieczności zmiany pokoleniowej nie jest ani głosem rozsądku, ani przestrogą. To raczej przykład klasycznej projekcji: człowiek, który od lat nie ma kontaktu z realnym życiem, zarzuca innym, że są oderwani od rzeczywistości. Gdyby nie powaga urzędu którą do niedawna piastował, byłoby to po prostu zabawne. Niestety, przez lata było to tragiczne – bo Polska potrzebowała prezydenta, a dostała bohatera partyjnych instrukcji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *