PiS postanowił odkryć na nowo tajemnicę długotrwałej miłości i trwałości rodziny. Nie psychologia, nie komunikacja, nie dojrzałość emocjonalna, nie wspólne wartości. Nie – tajemnicą jest 40 tysięcy złotych. Tyle ma podobno kosztować „Małżeństwo Plus” – program, w którym państwo nie tylko kocha obywatela, ale jest gotowe zapłacić, aby również obywatel pokochał obywatelkę. I odwrotnie.
No dobrze – ale jaki jest sens?
Za 40 tysięcy to wielkiego wesela się nie zrobi, raczej – jak mawiał klasyk – „przyjęcie z zimną płytą i akordeonem zza kanapy”. Bo przecież jak tu urządzić godne wesele, kiedy:
- kapela za trzy godziny gry liczy tyle, co roczne PKB San Marino,
- salę weselną trzeba rezerwować cztery lata wcześniej, a i tak dostaniemy piwnicę z kotłownią w bonusie,
- wódka kosztuje więcej niż paliwo lotnicze,
- a wiejski stół – o, panie – dziś to już stolica gastronomiczna eventów, a nie jakieś tam ogórki i smalec.
Więc co tu dużo mówić – 40 tysięcy to drobniaki. Takie „dziękujemy za udział w programie – resztę dopłaci pan młody z pieniędzy pożyczonych od świadków”.
Dlatego niniejszym składam publiczny apel do pana Marczuka:
Panie Bartoszu, niech pan wejdzie do prezesa na kolanach i wybłaga drugie tyle.
Bo co to za program „Małżeństwo Plus”, gdy nie starcza nawet na porządną orkiestrę i beczkę śledzi? Jak się państwo bierze za budowanie polskiej rodziny, to niech to robi z rozmachem, w stylu staropolskim:
- wesele trzy dni,
- poprawiny cztery,
- reanimacja pięć.
Z 80 tysięcy to już można myśleć o imprezie, na której nikt nie będzie musiał kraść kotleta do kieszeni „na jutro”.
A kto wie – jak program wypali, to PiS mógłby pójść krok dalej:
- Złote Gody Plus – 50 tysięcy za to, że się wytrzymało.
- Rozwód Minus – zwrot dopłaty przy przedwczesnym zejściu z małżeńskiego okrętu.
- Teściowa Neutral – bonus na melisę i psychiatrię.
A na końcu, po kilku latach rządzenia – polska demografia odżyje, budżet padnie, ale za to w każdym powiecie powstaną Narodowe Domy Weselne im. Jarosława Kaczyńskiego.