Czy zapłoną stosy ?

Kiedyś polscy politycy jeździli na emigrację, by walczyć o wolność narodu. Dziś – by robić tabelki w Excelu i w Budapeszcie układać listy, kto pójdzie siedzieć, jak „prawdziwi patrioci” powrócą w Polsce do władzy.

Opublikowana przez Marcina Romanowskiego lista kilkuset osób, które – w ocenie środowiska PiS – miałyby odpowiadać przed sądami w razie powrotu dawnej władzy, jest sygnałem czegoś znacznie szerszego niż emocjonalna reakcja polityka pozostającego w konflikcie z wymiarem sprawiedliwości.

To symbol przechodzenia części polskiej klasy politycznej od narracji demokratycznej do logiki rewolucyjnej ,wedle której polityczni przeciwnicy nie są przeciwnikami lecz „zdrajcami”, „wrogami”, „ludźmi do rozliczenia”. To słownictwo służy mobilizacji gniewu i uzasadnianiu odwetu i nie służy jakiejkolwiek dyskusji.

Historia pokazuje, że listy wrogów zawsze pojawiają się tam, gdzie polityka staje się polaryzacją totalną, prawo zostaje sprowadzone do instrumentu walki a przeciwnik traci status obywatela i zostaje sprowadzony do roli kogoś, kogo trzeba unieszkodliwić.

W tym sensie lista Romanowskiego nie jest jedynie kontrowersyjną publikacją w internecie. Może być zwiastunem obecnego sposobu myślenia w wielu strukturach PiS. Z zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego wynika, że „rozliczenia” są nie tylko elementem retoryki kampanijnej ale są one realnym projektem politycznym.

Zjawisko to ma także wymiar kulturowy. Polityka oparta na resentymencie i karaniu wzmacnia podział społeczny i przekonanie, że druga połowa społeczeństwa jest nie tylko w błędzie i  stanowi sobą zagrożenie. Państwo przestaje być wspólną przestrzenią, a staje się narzędziem kontroli i selekcji na patriotów i zdrajców, na klaszczących prezesowi i na tych co się krzywią na jego widok itp. Itd.

Oczywiście w demokracji rozliczenia są czymś naturalnym – pod warunkiem, że odbywają się w ramach prawa i na podstawie rzeczywistych naruszeń. Problem zaczyna się jednak w chwili, gdy listy przeciwników powstają nie w sądach i nie w instytucjach, ale w gabinetach partyjnych lub na emigracyjnych blogach.

Dlatego rodzące się pytanie „czy zaczęło się polowanie na czarownice?” nie jest publicystyczną przesadą. To pytanie o granice demokracji, o kulturę debaty i o to, czy po zmianie władzy państwo wypełni swoje instytucjonalne funkcje – czy stanie się narzędziem odwetu ?

Jeśli więc polityka w Polsce ma wrócić do normalności, musi wrócić do rozmowy, a nie do katalogowania wrogów.

Obawiam się jednak, że lubiąca się powtarzać historia, powtórzy się jeśli PiS ponownie przejmie władzę. Najpierw jest lista. Potem czystki. Potem obozy – początkowo medialne, potem fizyczne. Każdy, kto zna podręcznik z dwudziestowiecznej historii – ten grubszy, co w liceum ledwo mieścił się w plecaku – wie, dokąd takie rzeczy prowadzą.

Fakt, że takie listy powstają mówi jedno – PiS marząc o zwycięstwie, zaczął też marzyć o zemście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *