Wszystkie wpisy, których autorem jest admin-fpIxsaau
Patent na nocne upały

M jak pierwsza miłość i nadzieja na Wspólnej
Szczęście Franki i Pawła szybko się skończy. Marysia nie odzyska Julki, Kuzey się ożeni bo Zakościelny odda Tadkowi dom a Darek nic nie dostanie od ojca zaś powrót byłej żony Artura może oznaczać tylko jedno – Berenika nie daruje mu tego !
Czytając to wszystko Edyta Pazura zamiast w sukienkę wskoczyła w kołdrę i uciekła z Polski.
(na podstawie wybranych tytułów ze strony https://www.se.pl/ )
Festiwal w Opolu
Każdy śpiewać może – jeden lepiej, drugi gorzej, ale więcej tych co gorzej.
Nocny cud mniemany ?
Opublikowany na portalu naTemat.pl (https://natemat.pl/610916,michalik-o-falszowaniu-wyborow-czego-sie-boja) artykuł autorstwa Elizy Michalik podejmuje temat kontrowersji związanych z wyborami prezydenckimi w Polsce. Dziennikarka zwraca uwagę na nieprawidłowości w procesie wyborczym, w tym przypisywanie głosów jednemu kandydatowi kosztem drugiego oraz stosowanie aplikacji, która miała uniemożliwiać głosowanie osobom z ważnymi zaświadczeniami. Michalik podkreśla, że przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, Sylwester Marciniak, podał oficjalne wyniki wyborów, mimo że występowały liczne zgłoszenia dotyczące nieprawidłowości.
Autorka zastanawia się, dlaczego politykom PiS zależy na szybkim zatwierdzeniu wyników wyborów oraz dlaczego PiS nie chce czekać na ich dokładne zbadanie przez odpowiednie instytucje. W artykule przywoływane są również działania Romana Giertycha, który złożył protest wyborczy i domaga się ponownego przeliczenia głosów, argumentując wysokie ryzyko fałszowania wyników.
Michalik zwraca też uwagę na tzw. „techniczne kandydowanie”, które miało na celu umożliwienie delegowania przedstawicieli do komisji wyborczych. Podkreśla także, że brak transparentności w tym zakresie może sugerować systemowe działania mające wpływ na wyniki głosowania.
W konkluzji, dziennikarka powołując się na Konstytucję RP, wskazując, że jeśli wybory nie były równe i powszechne, powinny zostać powtórzone tak aby uczciwość zdobytego mandatu przez Prezydenta elekta nie budziła żadnych wątpliwości.
Fatamorgana prawna

Zerwanie flagi Ukrainy w Białej Podlaskiej, zerwanie flagi UE w Katowicach, spalenie flagi UE w Warszawie, znieważanie ludności żydowskiej, zgaszenie świec chanukowych w Sejmie, pozbawienie wolności ginekolożki wykonującej legalne aborcje.
W środę Grzegorz Braun zniszczył w Sejmie wystawę organizacji”Tęczowe Opole”, która pokazuje zdjęcia i relacje młodych osób ze społeczności LGBT z terenu Opolszczyzny.
Lista wyczynów i poselskich dokonań Grzegorza Brauna jest długa i sprowadza się do jednego – on może robić co chce, jakby wiedział, że nie nazwie się go chuliganem ani łobuzem i nie spotka go za to żadna kara.
Przestępcami zaś, chuliganami i zwyrodniałymi łobuzami nazwana została grupa pięciu młodocianych, którzy z radosnym okrzykiem „Je…ać Żydów” weszli w biały dzień do galerii-sklepu z rękodziełem w Warszawie, domagali się zdjęcia asortymentu z tęczowymi elementami, zagrozili obsłudze pobiciem i spaleniem lokalu. Czyli wypisz wymaluj działali na wzór i podobieństwo Grzegorza Brauna.
Ich sprawą zajmuje się policja a Grzegorz Braun jest bezkarny.
Tak wygląda dziś rzeczywistość w Polsce, w której zasada równości wobec prawa staje się przedmiotem coraz powszechniejszej wątpliwości.
Narzekanie jako narodowy sport
Wystarczy posłuchać rozmów w kolejkach, komentarzy w internecie czy rodzinnych dyskusji przy stole. Polacy rzadko mówią: „jest dobrze”, częściej: „mogłoby być lepiej”, a najczęściej: „jest źle”. Narzekanie jest w naszym społeczeństwie nie tylko powszechne, ale wręcz kulturowo oswojone. I chociaż umiemy być dumni z historii, nie potrafimy cieszyć się codziennością. Nawet gdy mamy dużo – pracę, zdrowie, wolność, względny dobrobyt – skupiamy się na tym, czego jeszcze brakuje albo co nam wmawiają, że brakuje.
Mimo że Polska w tak krótkim czasie zrobiła ogromny postęp – rozwinęła infrastrukturę, poprawiła jakość życia i stworzyła silną gospodarkę – wielu Polaków nadal twierdzi, że jesteśmy „sto lat za Niemcami” czy „biedniejsi od Skandynawii”. Tego typu porównia działają jak trucizna bo zabijają radość z realnych osiągnięć i korzystania z życia na poziomie nieosiągalnym przecież, jeszcze tak niedawno, dla poprzednich pokoleń.
Nie pomaga też fakt, że media żyją z negatywnych emocji, a polityka bazuje na podsycaniu niezadowolenia i pogłębianiu podziałów, choćby na tych co są patriotami i tych co nimi nie są bo są postkomunistami i mają w dodatku czelność domagać się sprawiedliwości i uczciwości.
Zamiast więc wspólnego budowania, jesteśmy ustawiani przeciwko sobie. „Ten kraj schodzi na psy”, „wszyscy kradną”, „nic się nie zmienia” , „tamci kradli ale się dzielili a ci też kradną ale się nie dzielą” – to narracje, które przewijają się przez wiadomości, komentarze i opinie. Ludzie przesiąkają tym klimatem i z czasem naprawdę przestają dostrzegać to, co dobre i gorzknieją a rozgoryczenie prowadzi do chronicznego zmęczenia, zniechęcenia i społecznej zgryzoty. Tracimy energię do działania, bo wydaje się, że nic nie ma sensu. A przecież wdzięczność i zadowolenie nie oznaczają braku ambicji. Wręcz przeciwnie – to fundament zdrowej motywacji. Kiedy umiemy docenić to, co jest, łatwiej nam budować to, czego jeszcze nie mamy.
Jeśli więc chcemy zmiany, musimy zacząć od zmiany nastawienia i nauczyć się wdzięczności, zauważania dobra i doceniania tego, co namacalnie już udało się osiągnąć bo bez tego nigdy nie poczujemy się naprawdę spełnieni – niezależnie od tego co i ile jeszcze osiągniemy.
Po meczu z Finlandią

Z życia wyższych sfer. Epizod 26
W ostatnim czasie wszyscy mieszkańcy Baronii żyli bokserskim pojedynkiem pomiędzy dwoma atletami.
Nieznanego dotąd nikomu boksera, postawiła w prawym narożniku osobiście i po obywatelsku sama Pani Baronowa, a w lewym narożniku stanął, wstawiony przez Kamerdynera, międzynarodowej klasy champion, który był zdecydowanym, wręcz pewnym na 200 procent, faworytem w tym pojedynku.
Baronia zamarła. Ulice opustoszały, kawiarnie zamilkły, a nawet konie w stajniach trzymały kopyta w bezruchu, jakby przeczuwały, że to nie będzie zwykły mecz. Nad ringiem wisiały wszystkie spojrzenia, a wokół unosił się duszny zapach napięcia i niepokoju.
Sędzia podniósł ręce. Gong.
Champion ruszył jak maszyna. Każdy jego ruch był precyzyjny, wyćwiczony, oparty na latach rutyny. Wyprowadzał ciosy, które w poprzednich walkach łamały szczęki, łamały kariery, łamały pewność siebie. Tłum wiwatował. Ale Nieznany – bo tak go nazwano – nie upadał.
Pierwsza runda: Champion miażdżył.
Druga: przewaga rosła.
Trzecia: Nieznany pierwszy raz trafił. Cicho, nieśmiało – jakby próbował.
Czwarta przyniosła coś, czego nikt się nie spodziewał – Champion zwolnił. A Nieznany… rósł. Nie w sile mięśni, ale w obecności. Jego sylwetka, choć skromna, nabierała majestatu. W przerwach nie siadał. Patrzył prosto przed siebie – nie na rywala, ale dalej. Jakby walczył o coś więcej niż zwycięstwo.
Runda piąta. Tłum już nie był jednomyślny. Szmer przemieszczał się jak fala. Coś się zmieniało.
Szósta. Champion trafił serią. Trybuny zadrżały. Ale Nieznany przyjął wszystko i odpowiedział jednym ciosem – prostym, czystym, w sam środek. Champion się cofnął. Po raz pierwszy.
Siódma. Champion oddychał ciężej. Nieznany – spokojny.
Ósma – finałowa. Tłum wstał. Czas się zatrzymał.
W przedostatniej minucie, po serii wymian, Nieznany odchylił się, jakby prowadzony przez intuicję, i wyprowadził lewy sierpowy. Trafił. W samo sedno. Czysto. Ostatecznie. Champion padł. Nie nokaut wprawdzie ale upadek pełen zdziwienia, jakby zrozumiał, że nie walczył z człowiekiem, ale z ideą.
Sędzia doliczył do dziesięciu.
Pani Baronowa skinęła głową na znak zakończenia zwycięskiej dla niej walki. Kamerdyner nie powiedział nic, tylko opuścił wzrok.
Nieznany, wciąż bez imienia, nie podniósł rąk w geście triumfu. Zszedł z ringu cicho, jakby wiedział, że nie zwyciężył dla siebie.
Mieszkańcy Baronii milczeli jeszcze chwilę. A potem zrozumieli. To nie był tylko pojedynek. To była opowieść o tym, że nawet nieznane, jeśli niesione wiarą, może przewyższyć to, co niby ugruntowane ale na glinianych nogach. Że decyzja jednej Baronowej może przeważyć pewność całego systemu.
I że czasem – warto postawić na tego, którego nikt nie zna.
Po wyborach prezydenckich
Witaj Pol(s)ko
