Wyobraźmy sobie….

W Osinach spadł ruski dron. Zagrzmiał nad polami kukurydzy jak omen niebios – szyby wypadły, dachy zatańczyły, futryny jęknęły. Lud prosty drży, politycy wygłaszają swoje zaklęcia a MSZ znów próbuje zaklinać rzeczywistość notą protestacyjną, odpowiednikiem tupnięcia nogą w piaskownicy – „Władimir, oddaj łopatkę!”

I w tym właśnie momencie może nachodzić myśl, że żadne NATO, żadne systemy rakietowe, żadna dyplomacja nam nie pomoże. Polska potrzebuje bohatera a może nim być tylko jeden – Robert Bąkiewicz– syn Mazowsza, wybraniec, półczłowiek, półorzeł a w całości – patriota. W jego żyłach nie płynie krew, lecz roztopione godło. Każdy jego krok odbija się echem „Jeszcze Polska nie zginęła”, a każdy oddech pachnie prochem z Bitwy Warszawskiej.

Wśród ludu zrodziły się już nawet legendy, klechdy i baśnie, w tym kolejna dopisana do tych z tysiąca i jednej nocy, opowiadające, że kiedy Pan Robert rodził się w stodole, gwiazdy zgasły nad Moskwą a kremlowski kurant zaczął wydzwaniać jakieś dziwne melodie o jakiejś miłości w Zakopanem, czy coś takiego podobnego. Mówią też, że od dziecka zamiast smoczka miał racę i mały megafonik. A kiedy skończył pięć lat, przepędził całą grupę ruskich pionierów, nie wiadomo przez kogo i po co zaproszonych na apel w gminnym przedszkolu. I tak mu zostało do dziś i tam, gdzie inni stawiają płoty z drutu kolczastego, on stawia barykadę z różańców, tam, gdzie inni mają radary, on ma wzrok sokoli, zdolny wypatrzeć ruskiego drona w ciemności nocy, za górami, siedmioma lasami a nawet za siedmioma boleściami, czyli tam, gdzie inni odpalają rakiety, to on uderza pięścią w ziemię i patriotyczna fala niczym tsunami, strąca każdego ruskiego intruza.

Wyobraźmy zatem sobie inną noc na Podlasiu. Cisza, księżyc świeci. Nadciąga dron, ale zanim dotknie polskiego nieba, widzi na dole Pana Roberta, który stoi w polu w koszulce polo, a jego pierś błyszczy jak radar. Dron natychmiast traci sygnał GPS, głupieje ze strachu i spada w krzaki, przepraszając w ostatnim swoim tchnieniu, że śmiał chcieć naruszyć przestrzeń.

Każdy ruski dron, zanim naruszy polską przestrzeń powietrzną, będzie musiał spojrzeć w w żarliwe oczy Roberta Bąkiewicza a Putin wreszcie się przekona, że czeka go tylko wieczny wstyd i upokorzenie.

Czyż to nie piękna wizja ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *