Nienawiść, ta nasza narodowa tradycja ?

„Nienawiść w naszej ukochanej Polsce szerzy się wszędzie” – no cóż, można by rzec: a gdzież miałaby się szerzyć, jeśli nie tu? W Szwajcarii, gdzie ludzie nienawidzą co najwyżej zaokrąglonych rogów na banknotach? W Norwegii, gdzie jedyną wojną domową jest ta o kolejkę do sauny? Nie. Polska, kraj Chopina i kiełbasy, wynalazła sposób, by zamienić nienawiść w walutę obiegową. Taniec z gwiazdami? Mało kto ogląda. Ale taniec z nienawiścią? Rekordy oglądalności.

Owszem, ktoś powie, że to patologia. Choroba. Rak toczący społeczeństwo. Tyle że polska nienawiść nie jest żadnym nowotworem – to raczej wątroba narodowa. Trochę tłusta, trochę marska, ale jednak niezbędna do metabolizmu narodowej tożsamości. Bez niej czulibyśmy się zagubieni, jakby zabrali nam schabowego z niedzielnego stołu.

I nagle tu i ówdzie słyszy się receptę – wystarczy odżegnać się od PiS i Jarosława Kaczyńskiego. No proszę, jakież to proste! Zadziwiające, że jeszcze WHO nie wpisało tego do oficjalnych zaleceń zdrowotnych: „Unikaj tłuszczu, cukru i prezesa z Żoliborza”. W aptece na rogu można by sprzedawać tabletki na odczulenie – PiSexitin forte.

Problem polega na tym, że nienawiść w Polsce nie zaczęła się z PiS-em i nie skończy się bez niego. Jarosław Kaczyński jest jedynie dostawcą, nie producentem – hurtownikiem w tym pięknym biznesie, który istniał już od czasów, gdy szlachcic z sąsiadem rzucał się siekierą o miedzę. Wtedy nikt nie mówił o „polaryzacji politycznej”. Mówiono po prostu: „Sąsiad to cham i złodziej, trzeba mu spalić stodołę”.

Przyjmijmy jednak na chwilę tę idylliczną wizję w której to wszyscy wyrzekają się PiS-u, Kaczyński odchodzi na polityczną emeryturę a wtedy Polska z dnia na dzień staje się krajem otwartych serc i umysłów. Ludzie w tramwajach ustępują miejsca nie tylko staruszkom, ale i bankierom z kredytem we frankach. Na stadionach zamiast bluzgów – chóralne recytacje Norwida. A w internecie? Pod artykułem o inflacji komentarze brzmią: „Drogi bracie, pozwól, że się z Tobą nie zgodzę, ale w duchu głębokiego szacunku dla Twego stanowiska”.

Świetna wizja, nieprawdaż ? Problem jednak w tym, że Polska nie byłaby wtedy Polską. Bo Polska bez nienawiści to jak bigos bez kapusty – można próbować, ale nikt nie weźmie dokładki.

Może więc zamiast walczyć z nienawiścią, przyjąć ją jak pogodę? „Dziś w kraju burze, gradobicie i fala hejtu na opozycję. Jutro ocieplenie i fala hejtu na rząd”. Prognoza na cały rok: opady obelg, miejscami mowa nienawiści, okresami przelotna pogarda. A my, obywatele, zamiast z tym walczyć, możemy po prostu zaopatrzyć się w parasol cynizmu i płaszcz sarkazmu.

Bo jeśli ktoś naprawdę wierzy, że wystarczy „odżegnać się od PiS i Kaczyńskiego”, by nienawiść zniknęła, to wierzy, że aby pozbyć się smogu w Krakowie, wystarczy wywieźć Wawel do Gdańska.

Polska nienawiść jest wieczna, samo odnawialna i ponadpartyjna. Zmienia tylko szyldy: dziś PiS, jutro PO, pojutrze ktokolwiek, kto wygrał kolejkę po władzę bo nienawiść to nasze narodowe spa. Kto raz zanurzył się w gorącej kąpieli oburzenia, ten już nigdy nie zapragnie zimnej wody tolerancji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *