Formalnie rzecz biorąc: nie ma w Polsce dwóch Rad Ministrów, bo tylko jedna jest przewidziana konstytucyjnie. Faktycznie jednak istnieje dualizm władzy wykonawczej – rząd z legitymacją Sejmu i „rząd” z legitymacją Pałacu. Ten drugi nie jest legalny w sensie ustrojowym, ale funkcjonuje, bo nikt nie ma instrumentów, by to powstrzymać.
To dokładnie ta sytuacja, którą Monteskiusz określiłby jako „pozór republiki” – instytucje istnieją, mechanizmy odpowiedzialności niby działają, ale realna władza dryfuje w stronę dworskiej autokracji.
W normalnych demokracjach jest tak, że parlament powołuje rząd, rząd rządzi, a prezydent przecina wstęgi i podpisuje listy gratulacyjne dla hodowców królików. W Polsce jest inaczej, bo w Polsce wszystko jest inaczej – u nas rządzą dwa rządy.
Pierwszy to ten nudny, legalny, konstytucyjny. Premier, ministrowie, odpowiedzialność przed Sejmem, wotum nieufności, Trybunał Stanu a więc cały ten demokratyczny folklor, co to ładnie wygląda w podręczniku WOS-u, a w praktyce służy tylko do tego, by przeciętny obywatel mógł powiedzieć: „mamy przecież demokrację!”.
Drugi rząd siedzi sobie w Pałacu Prezydenckim. To rząd ekskluzywny, dostępny tylko dla wtajemniczonych, gdzie minister to tak naprawdę doradca, doradca to minister, a każdy sekretarz ma władzę większą niż połowa Rady Ministrów z Wiejskiej. Ci ludzie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności, chyba że zdenerwują Gospodarza — wtedy tracą pracę, order i talon na bigos w Belwederze.
Efekt? Polska żyje w systemie, który można by nazwać „dualizmem politycznym w wersji sarmackiej”, czyli Rząd sejmowy, zajmuje się tym, co widać w telewizji a Rząd prezydencki, zajmuje się tym, co się naprawdę liczy.
To trochę jak teatrzyk kukiełek: widzowie klaszczą, gdy marionetki w Sejmie wymieniają się epitetami, a tymczasem prawdziwy reżyser siedzi za kulisami i szepcze, co kto ma powiedzieć i co ma robić włącznie choćby i z tym czy minister i Wicepremier sejmowy może lecieć jednym samolotem z Gospodarzem bądź jego ministrami.
A co na to Konstytucja? Ona mówi jasno: „Rada Ministrów jest jedna”. I rzeczywiście, ale…na papierze. Polska to kraj, gdzie papier zniesie wszystko. Papier to taka serwetka z restauracji, na której władza prezydencka kreśli własne przepisy dnia: dziś schabowy, jutro monarchia.
W tym wszystkim najpiękniejsze jest to, że ludzie wciąż wierzą, iż uczestniczą w demokracji, że ich głos w wyborach zdecydował o tym, kto będzie rządził. Tymczasem prawdziwe pytanie brzmi: kto naprawdę jest Premierem? Ten z Wiejskiej czy ten z Krakowskiego Przedmieścia? Kto jest konstytucyjnym Ministrem – ten powołany przez Sejm czy ten bez tego powołania?
Póki co, rozstrzygającej odpowiedzi brak. Śpijmy zatem dalej śniąc o demokracji a nocnik przy łóżku czeka już na spełnienie swojego przeznaczenia !