Demokracja czy „surowa sprawiedliwość” ?

To, co w Poznaniu, publicznie powiedział Jarosław Kaczyński, że „konstytucja już nie obowiązuje, a Polska potrzebuje „surowej sprawiedliwości”, to nie jest zwykła diagnoza polityczna. To jest deklaracja polsko-polskiej wojny.

Kaczyński nie żartował bo on żartować nie umie i nie był to też zbiór lapsusów z jego strony. To było ogłoszenie brutalnego programu PiS, który ma jeden cel: wytresować społeczeństwo strachem. Kiedy prawo znika, obywatel zaczyna się zastanawiać nie nad tym, co wolno, ale nad tym, kogo należy się bać. A strach jest najlepszym klejem dla władzy.

W tej wizji nie ma miejsca na wspólnotę. Jest tylko podział: lojalni i winni. Ci pierwsi będą klaskać, ci drudzy – milczeć ze strachu albo emigrować.

W słowach Kaczyńskiego słychać w gruncie rzeczy echo jakiejś osobliwej mieszanki Robespierre’a z prowincjonalnym katechetą: nie gilotyna, ale „surowa sprawiedliwość”; nie prawo, lecz „odwyknienie” od prawa; nie Konstytucja, lecz „nowa, lepsza Polska”, zbudowana zapewne na ruinach starej. Brzmi jak preludium do „sanacji 2.0” z Berezą Kartuzką BiS, tylko że bez Piłsudskiego, a z małym prezesem z Żoliborza.

Gdy lider partii aspirującej do powrotu do rządzenia mówi, że konstytucja „już nie obowiązuje”, daje przyzwolenie na chaos i arbitralność. Zamiast stabilnych zasad, mamy mieć „surową sprawiedliwość” czyli karanie wrogów politycznych według aktualnego widzimisię. To prowadzi do społeczeństwa zastraszonego, podzielonego, w którym każdy zaczyna oglądać się za siebie: czy przypadkiem nie trafi na czarną listę i nie stanie się celem tej „surowej sprawiedliwości”?

Wizja Kaczyńskiego jest też prostą receptą na ostateczne zdemolowanie instytucji państwa. Skoro konstytucja to „fikcja”, to Sejm, Senat, Trybunał Konstytucyjny czy sądy można potraktować jak zbędne dekoracje bo w togi zostanie ubrana polityczna zemsta. Z czasem system taki zdegeneruje się w oligarchię nowego typu: nie tę „starą”, którą Kaczyński zwalcza w retoryce, lecz swoją własną – zaufanych, lojalnych, zależnych, miernych ale wiernych. To sprzyja dehumanizacji przeciwników politycznych: jeśli konstytucja nie chroni, a winni muszą być „ukaraniu”, to znaczy, że nie są równymi obywatelami, ale wrogami, których można wykluczyć, zniszczyć, zamknąć za kratami. Psychologicznie to budzi nie tylko nienawiść, ale i usprawiedliwia agresję wobec „innych”.

„Nowe Państwie” Kaczyńskiego to kopia Ctr+C i Ctr_V opisów zaczerpniętych z XIX-wiecznych podręczników o rewolucjach: jest wróg (oligarchia), jest patologia (system), jest misja zbawcza (nowa Polska). Brakuje tylko pieśni o „sprawiedliwości dziejowej” i pochodów z pochodniami. Tyle że każda taka rewolucja kończy się tym samym: obiecywano wolność i równość, a dostarczano przemoc, strach i nędzę.

Jeśli ta linia myślenia zostanie przełożona na realną politykę, Polska stanie się laboratorium kolejnej wersji autorytaryzmu w Europie – tylko że opakowanego w swojski papier ze sloganami o patriotyzmie i sprawiedliwości.

„Nowa Polska” Kaczyńskiego nie będzie lepsza, będzie tylko bardziej chora, bo rządzić nią ma strach zamiast prawa. To nie jest wizja państwa lecz projekt zbiorowej nerwicy w biało-czerwonym opakowaniu. Nowa Polska według Kaczyńskiego to kraj, w którym obywatel nie ma praw, tylko lęki  i nie będzie to lepsza Polska, lecz Polska w terapii szokowej, z której nikt nie wyjdzie zdrowy bo surowa sprawiedliwość oznacza raczej systematyczną tresurę społeczeństwa. Nowa Polska Kaczyńskiego to nie przyszłość – to koszmar, w którym konstytucja leży na śmietniku, a strach siedzi na tronie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *