Wszystkie wpisy, których autorem jest admin-fpIxsaau

Kontrastujące wizje prezydentury 

W ostatnich dniach, za sprawą deklaracji dwóch potencjalnych kandydatów na urząd prezydenta RP,  polska scena polityczna zyskała nowy impuls do debaty na temat przyszłości kraju.

Radosław Sikorski oraz Rafał Trzaskowski, obaj wywodzący się z Platformy Obywatelskiej, przedstawili swoje wizje ewentualnej prezydentury. Mimo że obie propozycje mają wspólny mianownik w postaci krytyki obecnej władzy, różnią się diametralnie w podejściu do roli głowy państwa oraz w priorytetach.

Radosław Sikorski, były minister spraw zagranicznych i doświadczony polityk z międzynarodowym dorobkiem, przedstawił wizję prezydentury, która mocno akcentuje przywrócenie standardów praworządności. Jego deklaracja, że „Pałac Prezydencki nie będzie azylem dla przestępców”, nawiązuje do krytykowanej decyzji Andrzeja Dudy o ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Jak pamiętamy, decyzja ta wzbudziła kontrowersje w środowiskach prawniczych i politycznych. Sikorski jasno dał do zrozumienia, że jako prezydent RP nie będzie tolerował podobnych działań, które według niego „kompletnie podważają zaufanie do państwa prawa”. 

Jednym z najgłośniejszych punktów jego programu jest zapowiedź, że pierwszą decyzją jego prezydentury będzie odebranie Orderu Orła Białego Antoniemu Macierewiczowi. Taka deklaracja uderza w jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci obozu Zjednoczonej Prawicy, co prawdopodobnie ma na celu zmobilizowanie elektoratu krytycznego wobec działań PiS, szczególnie w kontekście katastrofy smoleńskiej i działań Macierewicza w tej sprawie.  Zadeklarował też, że obetnie o połowę ilość doradców, bo „nie musi ciągle się uczyć w nieskończoność” a także obetnie o 20 procent budżet kancelarii”.

Rafał Trzaskowski, obecny prezydent Warszawy, również rozważa start w wyborach prezydenckich. Jego wizja, choć ambitna, wydaje się budzić kontrowersje wśród części elektoratu. Trzaskowski zdaje się proponować model prezydentury mocno zaangażowanej w działania rządowe, co może sprawiać wrażenie dublowania kompetencji Rady Ministrów. 

Taka strategia, choć świadczy o jego aspiracjach do aktywnego wpływu na politykę krajową, może być odebrana jako próba rywalizacji z rządem w sprawach, które konstytucyjnie należą do jego kompetencji. W sytuacji, gdy w Polsce od lat toczy się spór o równowagę władzy wykonawczej, takie podejście może zniechęcić wyborców preferujących bardziej tradycyjne pojmowanie roli prezydenta jako arbitra i strażnika konstytucji. 

Deklaracje Sikorskiego i Trzaskowskiego wyraźnie pokazują różnice w ich podejściu do pełnienia urzędu prezydenta.

Sikorski stawia na symboliczną i instytucjonalną walkę o przywrócenie autorytetu państwa prawa, podczas gdy Trzaskowski proponuje aktywną, niemal premierowską rolę głowy państwa. 

Wyborcy staną przed dylematem czy postawić na Sikorskiego, który obiecuje radykalne zmiany w postaci rozliczeń przeszłości i przywrócenia standardów prawnych, czy na Trzaskowskiego, oferującego aktywne włączenie się w bieżące sprawy kraju, choć z potencjalnym ryzykiem osłabienia zasad trójpodziału władzy. 

Obaj kandydaci kierują swoje propozycje do elektoratu, który jest rozczarowany obecną władzą i szuka alternatywy wobec prezydentury Andrzeja Dudy. Jednak w momencie, gdy opozycja próbuje zjednoczyć swoje siły, rozbieżności w wizjach prezydentury mogą być przeszkodą w budowaniu wspólnego frontu. 

Wybory prezydenckie zawsze były w Polsce areną silnych emocji i symbolicznych decyzji. Deklaracje Sikorskiego i Trzaskowskiego sugerują, że nadchodząca kampania może być równie burzliwa, co poprzednie. Jedno jest pewne, Polacy znów będą musieli podjąć decyzję, która wpłynie na kształt polskiej polityki na kolejne lata. 

Czy w 2025 roku zobaczymy prezydenturę Sikorskiego, zdecydowaną na zmiany i rozliczenia czy prezydenturę Trzaskowskiego – dynamiczną i nastawioną na szerokie działania ?

Tego dowiemy się już niedługo, ale już teraz warto uważnie przyglądać się ich poczynaniom. 

Co będzie jutro ?

Kiedyś była zimna wojna. Potem runął mur. Układ Warszawski rozpłynął się w kurzu historii. Wydawało się, że świat zmieni się na lepsze. Historia. Dziś gorąca wojna jest coraz bliżej, Ukrainie grozi klęska. Czy Putin zatriumfuje? Z jakim następnym krajem zmierzy się w takim razie? Nie wiemy.

Dla rządów, tych z prawa i lewa, ważne są reformy. Sprawiedliwość społeczna. Digitalizacja. Infrastruktura. Ochrona środowiska. Wszystkie one bez widocznie trwałych, pozytywnych efektów i wcale nie z powodu zapiekłych kłótni, ale także ze względu na nieprzewidywalną wcześniej złożoność wyzwań.

W przeszłości, przynajmniej jak to pamiętam, lata były często upalne a zimy mroźne. Jak padało, to padało. Ale katastrofalne powodzie nie spadały niespodziewanie z nieba raz za razem i nie robiło się coraz goręcej. Oczywiście zdarzało się wymieranie lasów i był też Czarnobyl, ale wydawało się, że są to tylko lokalne kryzysy. Problemy, z którymi można sobie poradzić. Dziś mamy globalny kryzys klimatyczny, a jako wyzwanie jest on nieskończenie większy niż epidemia koronawirusa, której skutki wciąż odczuwamy.

W przeszłości pociągi kursowały zazwyczaj punktualnie i można było według nich regulować domowe zegary, w restauracyjnych wagonach Intercity pracowali prawdziwi kucharze. Siedzenia w przedziałach były przestronne i wygodne, prawie jak sofy. Dziś wydaje się, że cały nasz kraj utknął z powodu opóźnień nie tylko pociągów.

Kiedyś mieliśmy poczucie, że częściej mamy sprawy w swoich rękach. Ciężka praca doprowadzała do awansu. Jak już ktoś miał mieszkanie to czynsz był przystępny. W gabinetach lekarskich byli lekarze, którzy nie spieszyli się. Domy opieki i szpitale nie były traktowane jak „maszynki” do generowania zysków. Ludzie rozmawiali z sobą bez szczerzenia kłów, dostrzegali wokół siebie innych. Dziś wzrok wbijają w smartfony, komputery, telewizory.

W przeszłości wydawało się, że w życiu istnieją pewne bariery. Znaczniki orientacji. Być może coś w rodzaju podstawowego konsensusu społecznego. Była religia. Prawdziwe kłótnie. Były otwarte dyskusje zamiast dogmatyzmu i urażonej agresywności na zadawane pytania nawet we własnej rodzinie.

Narasta dziś też wrażenie, że jesteśmy manipulowani. Europa dryfuje coraz bardziej na prawo. Viktor Orbán, Marine Le Pen, Giorgia Meloni a w Niemczech AfD. Na stałe zadomowiła się demagogia i wykluczanie. Giną realne i zdrowe pomysły na ludzką godną przyszłość.

Czy może więc być tak, jak było kiedyś. Złudzenie. Czas się nie wraca. Przed nami staje  

nieustanna niepewność. Co będzie jutro ?

200-letnia jodła na Placu Świętego Piotra to symbol ochrony środowiska czy kontrowersyjna ofiara?

U stóp gór w południowym Tyrolu, rośnie majestatyczna jodła, której wiek sięga 200 lat. To drzewo, które przez dekady stanowiło integralną część krajobrazu, teraz stało się symbolem kontrowersji. Zostało ono wybrane jako dar od mieszkańców Trydentu dla Watykanu, gdzie zawiśnie jako centralny punkt bożonarodzeniowych obchodów na Placu Świętego Piotra. Zamiast jednak wzbudzać entuzjazm, decyzja o ścięciu tak starego drzewa wywołała falę protestów. Blisko 40 000 osób podpisało petycję, apelując do władz kościelnych, by ratowały „Zielonego Olbrzyma” przed wycinką. Mieszkańcy Trydentu oraz okolicznych wiosek wyrażają oburzenie, wskazując na sprzeczność tego czynu z papieskimi apelami o ochronę środowiska i walkę ze zmianami klimatycznymi. Jak zatem należy postrzegać tę decyzję? Czy jodła rzeczywiście stanie się symbolem wierności idei papieża Franciszka, czy też jest to przykład bezużytecznej ofiary?

Jodła, która ma 200 lat, jest nie tylko jednym z najstarszych i najwyższych drzew w regionie, ale także integralnym elementem lokalnego ekosystemu. Wspinając się na zbocze wzgórza w pobliżu miasta Trydent, stanowi nie tylko część krajobrazu, ale także dom dla licznych gatunków fauny i flory. Dla mieszkańców okolicy jest to drzewo, które przez lata stało się częścią ich historii, towarzysząc im w codziennym życiu, a jego obecność miała nieoceniony wpływ na tożsamość regionalną. To nie tylko zabytek przyrody, ale również naturalne dziedzictwo, które łączy ludzi z ich przeszłością.

Tradycja umieszczania choinki na środku Placu św. Piotra w tygodniach poprzedzających sezon świąteczny została ustanowiona przez papieża Jana Pawła II w 1982 roku i od samego początku ten nowy zwyczaj stawiania specjalnie ścinanych okazów jodeł, budził kontrowersje.

Papież Franciszek, od momentu objęcia papieskiego tronu, stał się jednym z głównych orędowników ochrony środowiska i walki ze zmianami klimatycznymi. Jego encyklika „Laudato si” („Bądź pochwalony”), opublikowana w 2015 roku, wyraźnie podkreśla wagę troski o naszą planetę, zwracając uwagę na negatywne skutki działalności człowieka, takie jak nadmierna eksploatacja zasobów naturalnych, zanieczyszczenie środowiska czy zmiany klimatyczne. Papież Franciszek wielokrotnie apelował do świata, by chronił planetę przed dalszymi zniszczeniami, traktując tę misję jako duchowy obowiązek i moralny nakaz.

W obliczu tej papieskiej wizji troski o Ziemię, decyzja o ścięciu 200-letniej jodły wywołuje pytania o to, jak konsekwentne są działania Kościoła w tej kwestii.

Wobec globalnych wysiłków na rzecz walki z kryzysem klimatycznym, wycinka drzewa, które mogłoby odgrywać rolę w stabilizowaniu lokalnego ekosystemu, zdaje się być niezgodna z duchowym przesłaniem papieża.

Protestujący mieszkańcy Trydentu w swoim liście otwartym do papieża Franciszka wyrażają przekonanie, że taka ofiara jest bezużyteczna i nie wnosi niczego pozytywnego w kwestii ochrony środowiska. Przeciwnie, obniża to wiarygodność papieskich apeli, zwłaszcza w regionach, gdzie każda wycinka starych drzew może przyczynić się do dalszej degradacji ekosystemu.

Protesty przeciwko wycince jodły w Trydencie wyrażają głębokie poczucie sprzeciwu wobec wykorzystywania natury do celów religijnych czy politycznych. Chociaż niektórzy mogą uznać gest ofiarowania tak wyjątkowego drzewa Watykanowi za symbol oddania i czci, to dla innych jest to przykład wykorzystywania natury w sposób instrumentalny, który nie uwzględnia jej rzeczywistej wartości ekologicznej.

W kontekście zmieniającego się klimatu i rosnącej świadomości ekologicznej społeczeństw, tego rodzaju decyzje stają się coraz bardziej kontrowersyjne. Współczesne społeczeństwo stawia coraz wyższe wymagania wobec działań, które mają na celu ochronę środowiska – oczekuje się, że będą one spójne z ekologicznymi wartościami, o których mówi papież.

Wycinka jodły w Trydencie stawia pod znakiem zapytania autentyczność ekologicznych zobowiązań Kościoła i to, czy rzeczywiście jesteśmy gotowi do wprowadzenia w życie wartości głoszonych przez papieża.

Warto więc, by w przyszłości, podobne decyzje były podejmowane w sposób, który łączy duchowe potrzeby z realnym szacunkiem dla natury i jej nieocenionej roli w życiu ludzkim.

Na Bazarze Różyckiego postawili Kropkę nad i

W kontekście polityki, powiedzenie o „twardej skórze” i „twardym zadku” ma na celu wskazanie, że polityk musi być odporny na krytykę, presję i ataki, które są nieodłącznym elementem jego zawodu.

Politycy są często poddawani intensywnej ocenie publicznej, a ich decyzje są analizowane i komentowane przez media oraz obywateli. W takim kontekście, nadmierna drażliwość mogłaby być uważana za przeszkodę, ponieważ utrudniałaby konstruktywną reakcję na krytykę i podejmowanie decyzji w stresujących sytuacjach.

Z drugiej strony, wrażliwość i empatia są również cennymi cechami u polityków, szczególnie jeśli chodzi o rozumienie potrzeb obywateli, reagowanie na ich problemy czy prowadzenie dialogu w sprawach społecznych. Jednakże, jeśli wrażliwość przekształca się w drażliwość, to może prowadzić do irracjonalnych reakcji lub osłabienia autorytetu polityka.

Drażliwość i wrażliwość to zatem dwie różne cechy, choć mogą się wydawać podobne, zwłaszcza w kontekście emocji i reakcji na bodźce zewnętrzne. Główna różnica między nimi leży w sposobie, w jaki dana osoba reaguje na emocjonalne wyzwania oraz w poziomie kontrolowania tych reakcji.

Zachowanie Radosława Sikorskiego w rozmowie z Moniką Olejnik, które miało miejsce w telewizyjnej dyskusji, może być właśnie interpretowane w kontekście zarówno wrażliwości, jak i drażliwości, w zależności od tego, jak odbierzemy jego reakcję.

Jeśli chodzi o wrażliwość, to można by powiedzieć, że Sikorski mógł poczuć się emocjonalnie dotknięty lub zaniepokojony pytaniem, bo dotyczyło ono tematu, który ma dla niego osobiste, emocjonalne, bolesne znaczenie. W takim przypadku jego reakcja mogłaby wynikać z głębokiego zaangażowania emocjonalnego w poruszaną kwestię.

Natomiast, jeśli mówimy o drażliwości, można zauważyć, że polityk w tej konkretnej sytuacji mógł zareagować zniecierpliwieniem, irytacją lub nawet agresją, jeśli pytanie uznał za zbyt prowokacyjne, złośliwe lub nieodpowiednie w kontekście rozmowy.

W politycznych dyskusjach często, zwłaszcza w przypadku trudnych pytań lub tematów, w których polityk może czuć się atakowany, reakcje mogą być szybkie i emocjonalne, co bywa postrzegane jako brak kontrolowania nerwów, a więc drażliwość.

W przypadku rozmowy Sikorskiego z Olejnik, jeśli jego odpowiedź była szybka, nieco złośliwa lub reagująca na pytanie w sposób zniecierpliwiony, to można uznać to za przejaw drażliwości, a ta może wprost prowadzić do konfliktów i trudności w relacjach interpersonalnych.

Drażliwość może objawiać się w formie przerwania rozmowy, złośliwych uwag, czy próby zminimalizowania pytania zamiast merytorycznej odpowiedzi.

Odpowiedź Sikorskiego była szybka, ostentacyjnie złośliwa, pełna frustracji, mogąca wskazywać na próbę uniknięcia odpowiedzi, co w tym przypadku niestety, z dostępnych nagrań i opisów sytuacji widać, że raczej chodziło o reakcję drażliwą, zniecierpliwioną, niż wyważoną i opartą na głębokim i chłodnym przemyśleniu.

Jest to cecha wysoce niepożądana u polityka, zwłaszcza u polityka, którego osobiste ambicje wyrastają ponad przeciętność.

Lew Tołstoj – „Zawsze trzeba liczyć się z opinią głupców, bo oni stanowią większość.”

Lew Tołstoj, rosyjski pisarz i filozof, napisał kiedyś: „Zawsze trzeba liczyć się z opinią głupców, bo oni stanowią większość”. Choć wypowiedź ta została sformułowana w zupełnie innych czasach, dziś brzmi, niestety, zaskakująco aktualnie.

Współczesne społeczeństwa zmagają się z rosnącymi napięciami, wynikającymi z populizmu, manipulacji informacyjnych i polaryzacji społecznej. W tym kontekście tołstojowska myśl, choć nieco cyniczna, staje się ważnym punktem wyjścia do refleksji nad tym, co właściwie oznacza „większość” w demokracji i jakie zagrożenia niesie za sobą jej dominacja w kształtowaniu opinii publicznych oraz decyzji politycznych.

Warto zastanowić się, w jakim stopniu dzisiejsze społeczeństwo jest zdolne do krytycznego myślenia, a w jakim do łatwego poddawania się populistycznym hasłom i uproszczonym narracjom.

Demokracja opiera się na równym głosie każdego obywatela, jednak, gdy ten głos nie jest poparty odpowiednią wiedzą, umiejętnością refleksji i weryfikowania informacji, wówczas prawdziwe zagrożenie nie wynika z samych instytucji, lecz z jakości opinii, które dominują w przestrzeni publicznej.

Demokracja, choć opiera się na założeniu, że każdy obywatel ma równy głos, zmaga się z jednym z największych wyzwań współczesności – z tendencją do upraszczania skomplikowanych spraw i idei.

W erze internetu i mediów społecznościowych mamy do czynienia z fenomenem, w którym opinie osób pozbawionych wiedzy merytorycznej często mają większy zasięg i wpływ niż opinie specjalistów czy osób kompetentnych. Zjawisko to jest napędzane przez populistyczne ruchy polityczne, które skutecznie wykorzystują emocje i poczucie niepewności społeczeństw, aby manipulować opinią publiczną.

Tołstoj w swojej myśli wyraźnie wskazuje na pułapkę, w którą może wpaść demokracja, gdy zbyt duży wpływ na decyzje polityczne mają osoby, które nie zawsze podejmują te decyzje w oparciu o rzetelną wiedzę, ale raczej na podstawie intuicji, emocji i uproszczonych schematów myślowych. To prowadzi do sytuacji, w których debata publiczna zamiast opierać się na merytorycznych argumentach, zaczyna się skupiać na emocjonalnych hasłach, populistycznych obietnicach i powierzchownych rozwiązaniach.

Zatem, czy demokracja, w której „głupcy” czyli osoby niedostatecznie przygotowane do podejmowania złożonych decyzji politycznych dominują, ma szansę na sukces? Można się zastanawiać, czy nie potrzebujemy w tej chwili większej edukacji obywatelskiej, bardziej świadomego podejścia do korzystania z mediów i większej odpowiedzialności ze strony tych, którzy kształtują publiczną narrację.

Tołstojowskie ostrzeżenie jest więc zaproszeniem do głębszej refleksji nad tym, w jakiej kondycji znajduje się współczesna demokracja. Czy obywatelska ignorancja to już normy, które należy zaakceptować? A może wciąż mamy szansę na powrót do racjonalnego, opartego na wiedzy, modelu demokratycznego zaangażowania?

Współczesne problemy z demokracją można także przedstawiać także z zupełnie innej perspektywy, którą przyjęto określać – „ulica rządzi”.

To hasło jest szczególnie nośne w kontekście protestów społecznych, manifestacji, a także ogólnych nastrojów społecznych, które mogą wpływać na politykę i podejmowane decyzje. Jest to wyrażenie, które pokazuje, jak duży wpływ na politykę mogą mieć spontaniczne, masowe ruchy obywatelskie, często działające poza formalnymi strukturami demokratycznymi, czyli rządem i parlamentem.

W połączeniu z tołstojowską myślą o „głupcach” jako większości, hasło „ulica rządzi” może być interpretowane jako wyraz niepokoju wobec sytuacji, w której decyzje polityczne są podejmowane pod wpływem emocji i chwili, a nie na podstawie merytorycznej analizy i refleksji. Ulica, w tym sensie, reprezentuje zbiorową, ale niekoniecznie świadomą i wyważoną opinię. Może to prowadzić do sytuacji, w której demokracja, zamiast opierać się na rozważnych decyzjach wykształconych elit politycznych czy eksperckich, jest zdominowana przez impulsywną wolę ludu, łatwo poddającą się populistycznym hasłom.

Współczesne społeczeństwa niejednokrotnie obserwują, jak duże protesty, manifestacje czy ruchy społeczne, które na pierwszy rzut oka mają wydźwięk demokratyczny, mogą być również narzędziem populistów do manipulowania emocjami ludzi.

To, co Tołstoj nazywał „głupcami”, dziś można by określić jako szeroką grupę społeczną, której głos może być wzmocniony w sposób, który daje wrażenie, że wola ludu ma większą moc niż wiedza specjalistów czy refleksja polityczna. W momencie, gdy opinie „z ulicy” stają się głównym motorem zmian politycznych, pojawia się ryzyko, że decyzje będą podejmowane pod wpływem chwilowych emocji, niekoniecznie w interesie długofalowym.

Jednym z kluczowych elementów, który łączy hasło „ulica rządzi” z myślą Tołstoja, jest rola mediów, szczególnie tych społecznościowych, w kształtowaniu opinii publicznej.

Uliczne nastroje, które zyskują na sile dzięki łatwemu dostępowi do informacji (często dezinformacji) i wzmacnianiu emocji przez media, mogą zdominować przestrzeń publiczną. W efekcie, decyzje polityczne podejmowane w odpowiedzi na presję ulicy mogą być powierzchowne, wynikające z popularnych haseł, a nie realnych potrzeb społecznych.

Z jednej strony, demokracja powinna słuchać głosu obywateli, z drugiej strony – ten głos, jeśli jest zdominowany przez niewielką, ale głośną grupę, nie zawsze odzwierciedla rzeczywiste, głębokie potrzeby społeczeństwa jako całości.

Połączenie tych dwóch idei – „ulica rządzi” i „głupcy stanowią większość” – wskazuje na konieczność równowagi w demokratycznym procesie. Demokracja powinna brać pod uwagę głos społeczeństwa, ale jednocześnie wymaga odpowiedzialności, zarówno ze strony liderów, jak i obywateli, aby ten głos nie był jedynie odzwierciedleniem chwilowych emocji, lecz głębszej refleksji i zrozumienia.

Tołstoj, w swojej krytyce demokracji, nie podważał jej samej, ale zwracał uwagę na niebezpieczeństwa, które mogą wynikać z dominacji powierzchownej opinii. Z kolei współczesne hasło „ulica rządzi” może przypominać, że w dzisiejszych czasach łatwiej niż kiedykolwiek jest manipulować opinią publiczną, a za tym może pójść niebezpieczna tendencja do podejmowania decyzji politycznych pod wpływem chwilowych, a często nieprzemyślanych impulsów.

Święto Rogali Marcińskich

Rogale marcińskie to „słodki” symbol Poznania, który co roku, 11 listopada, podbija serca mieszkańców i turystów. Z okazji Dnia Świętego Marcina, to pyszne, nadziewane ciasto stało się tradycyjnym wypiekiem, którego w tym dniu nikt sobie nie odmawia.

Geneza rogali marcińskich związana jest z obchodami Dnia Świętego Marcina, patrona Poznania, który przypada właśnie na 11 listopada.

Święty Marcin to postać szczególna nie tylko dla Poznania, ale i dla całej Polski. Jego legenda, związana z podzieleniem się płaszczem z biednym żołnierzem, stała się symbolem miłosierdzia i ofiarności. Wówczas też, oprócz procesji i modlitw ku czci świętego, wypiekano specjalne ciasta, które były ofiarą dla świętego.

Pierwsze wzmianki o rogalach marcińskich sięgają XVIII wieku, kiedy to pojawiły się w poznańskich piekarniach. Tradycyjnie wypiekano je z ciasta drożdżowego, nadziewanego masą z białego maku, cukru, orzechów i kandyzowanych owoców, co miało symbolizować bogactwo, prestiż i szczęście.

Chociaż tradycja wypieku rogali marcińskich jest głęboko zakorzeniona w Poznaniu, z biegiem lat rozprzestrzeniła się na inne części Polski.

Dzisiaj, wiele cukierni i piekarni oferuje te pyszne wypieki w całym kraju, jednakże tylko te przygotowane w Poznaniu są uznawane za „oryginalne”, z charakterystycznym, spiczastym kształtem i wyraźnym nadzieniem. To wciąż jeden z najważniejszych smaków listopada, który wzbogaca nasze tradycje kulinarne.

I tu wkracza kulinarna rewolucjonistka, która niczym jak Heraklit z Efezu uznaje, że panta rhei, czyli wszystko jest płynne a zatem jest też antagonistyczne czyli sprzeczne z „historycznymi” tradycjami kulinarnymi a wizją jej własnych, rewolucyjnych, tworzonych współcześnie, jedynie słusznych, niepodważanych i broń Boże żeby panta rhei, przepisów na wszystkie kuchnie, garnki i patelnie i na wszystko to co do nich bądź na nie wkładamy, jak i czym mieszamy, w czym bądź na czym podajemy, od której strony nadgryzamy tylko a od której konsumujemy i na wszystkie inne szczegóły związane z jedzeniem a nawet z towarzyszącym mu mlaskaniem i siorbaniem.

Stąd też, szczególnie w tym dniu, marcińskie rogale są w jej restauracjach rewolucyjne pod względem (niebotycznych) cen i wcale nie powalają na kolana swoim smakiem w porównaniu do tych tradycyjnych, poznańskich.

Przemyślenia bezsennej nocy o demontażu demokracji i wzroście autokracji

Współczesna polityka globalna przeżywa jeden z najbardziej niepokojących okresów od zakończenia zimnej wojny. Demokracje, które przez dekady uchodziły za fundamenty stabilności politycznej i pokoju na świecie, zdają się ulegać stopniowemu rozkładowi. Zamiast rozwoju, rosnącego wpływu na rządy prawa czy stabilizacji instytucji demokratycznych, widzimy ich coraz bardziej drastyczne erozje. Demokracje zaczynają być „wydrążone od środka”, a na ich miejsce wkraczają autokratyczne reżimy, które wykorzystują demokrację do jej podważania. Ten niepokojący proces ma miejsce na całym świecie, a jego konsekwencje są szczególnie wyraźne w Europie.

W ciągu ostatnich dwóch dekad obserwujemy wyraźny trend przesunięcia polityki na prawo. Zjawisko to nie ogranicza się tylko do jednego kontynentu, ale staje się globalnym fenomenem. Partiom prawicowym i skrajnie prawicowym rośnie liczba zwolenników, którzy są przeciwnikami liberalnych wartości, domagających się bardziej autorytarnych rozwiązań. Zamiast klasycznych debat opartych na merytorycznych argumentach, mamy do czynienia z retoryką, która przypomina bardziej walkę ideologiczną niż próbę znalezienia wspólnych rozwiązań.

Prawicowe partie, które jeszcze niedawno były postrzegane jako marginalne siły polityczne, teraz zyskują na znaczeniu na całym świecie. W krajach takich jak Polska, Węgry, Stany Zjednoczone, Brazylia czy Włochy, partie skrajnie prawicowe i nacjonalistyczne osiągają polityczne sukcesy, które jeszcze kilka lat temu wydawały się nie do pomyślenia.

Jednym z bardziej szokujących przypadków jest sytuacja w Niemczech, kraju, który przez wiele lat uchodził za bastion stabilności politycznej i demokratycznej.

Niemiecka polityka od lat 70. XX wieku była przykładem wzorcowego połączenia gospodarki rynkowej z silnymi instytucjami demokratycznymi. Dziś jednak w kraju tym widać niepokojący wzrost popularności prawicowych, a wręcz ekstremistycznych ugrupowań. Pojawia się Alternatywa dla Niemiec (AfD) – partia, której skrzydło ekstremistyczne staje się coraz bardziej widoczne. Rośnie nie tylko liczba zwolenników tej partii, ale również ich skrajnie konserwatywne, antyeuropejskie, a nawet antydemokratyczne poglądy.

Początkowo AfD była postrzegana jako siła antyimigrancka, jednak z biegiem czasu coraz wyraźniej zaczyna ujawniać swoje prawicowo-ekstremistyczne oblicze. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu partia ta była traktowana jako margines niemieckiej polityki, dziś zaś staje się jednym z najważniejszych graczy na niemieckiej scenie politycznej, szczególnie w landach wschodnich.

Demokracja, choć teoretycznie ma swoje instytucje i mechanizmy zabezpieczające, w praktyce staje się coraz bardziej podatna na ataki. Działania takie jak manipulowanie opinią publiczną, wykorzystywanie mediów społecznościowych do szerzenia dezinformacji, czy też coraz bardziej skrajne retoryki politycznej prowadzą do tego, że społeczeństwa przestają ufać tradycyjnym instytucjom demokratycznym.

Co więcej, w wielu przypadkach partie rządzące stają się coraz bardziej autokratyczne, podważając niezależność sądów, mediów, organizacji pozarządowych i innych filarów demokracji. Nieprzypadkowo mówi się o „wydrążeniu” demokracji bo zewnętrzne mechanizmy wydają się być na swoim miejscu, ale w rzeczywistości wewnętrzna struktura polityczna jest coraz słabsza, niszczona przez populistyczne idee, które stawiają na prostsze, ale bardziej ryzykowne rozwiązania.

Zjawisko to jest jeszcze bardziej niepokojące, gdy zauważymy, że wraz z narastającym ruchem prawicowym, w polityce pojawia się coraz więcej elementów irracjonalnych. Nie chodzi tylko o skrajne poglądy, ale o wyraźny zwrot ku myśleniu, które ignoruje fakty, naukę i racjonalne argumenty. Widzimy to w coraz częstszych atakach na ekspertów, naukowców i dziennikarzy, którzy próbują wyjaśniać złożone kwestie. Przywódcy polityczni odwołują się do prostych, emocjonalnych haseł, które mają mobilizować tłumy, ale nie oferują żadnych realnych rozwiązań.

W takim kontekście prawica staje się nie tylko siłą polityczną, ale także ideologiczną, walczącą o zmianę samej natury myślenia politycznego, przekształcając debatę publiczną w pole walki ideologicznej, która jest coraz bardziej oderwana od rzeczywistości.

Patrząc na obecne, gorące wydarzenia, trudno nie poczuć się zaniepokojonymi przyszłością demokracji na świecie. Podważanie instytucji demokratycznych, wzrost popularności autokratycznych przywódców oraz rosnąca irracjonalność w polityce to zjawiska, które stawiają pod znakiem zapytania przyszłość systemów, które przez dekady uznawano za fundamenty światowego porządku. Co więcej, te zmiany nie dotyczą tylko krajów o słabszych tradycjach demokratycznych, ale również potęg europejskich, takich jak Niemcy.

Czy istnieje sposób na zatrzymanie tego procesu. Odpowiedź wydaje się niejednoznaczna, ale jedno jest pewne: jeśli nie zaczniemy w porę reagować, demokracje mogą zostać „wydrążone”, a w ich miejsce wyrosną autokratyczne reżimy, które, mimo że obiecują porządek, w rzeczywistości przyniosą społeczną i polityczną destabilizację.

Iga Świątek – mistrzyni czy ofiara mitu? Psychologia sukcesu i porażki w cieniu wielkich ambicji

Iga Świątek jest bez wątpienia jedną z najlepszych tenisistek na świecie, jednakże można zaobserwować pewną tendencję do patrzenia na Igę Świątek jako na nieomylnego sportowca, który zawsze powinien wygrywać.

Ale co, gdy rzeczywistość sportowa okazuje się bardziej skomplikowana? Co, jeśli nieumiejętność radzenia sobie z porażkami nie wynika wyłącznie z osobowości zawodniczki, ale z uwarunkowań, które zostały jej wpojone przez osoby z jej najbliższego otoczenia?

Od pierwszych sukcesów Igi Świątek w juniorskim tenisie, zaczęto ją postrzegać jako przyszłą gwiazdę światowego formatu. Jej ojciec, Tomasz Świątek, wielokrotnie podkreślał, że to właśnie on widział w córce potencjał do osiągnięcia najwyższych miejsc w rankingu ATP. W tej narracji pojawiła się postać, która z determinacją zmierzała ku wielkiemu sukcesowi. Wydaje się, że w tym procesie stworzono obraz Igi jako zawodniczki, która nie może pozwolić sobie na porażkę.

Do tego dochodzi również rola Darii Abramow, psycholożki, która wspierała Igę w trudnych momentach. Choć jej pomoc była z pewnością nieoceniona, pojawiają się pytania, czy sposób, w jaki jej zespół psychologiczny pracował nad mentalnością zawodniczki, mógł nieco „przestrzelić” i doprowadzić do wytworzenia nierealistycznych oczekiwań wobec Igi Świątek. Zawodniczka, przyzwyczajona do bycia zawsze na szczycie, nie miała okazji zmierzyć się z porażkami w sposób, który pozwoliłby jej wyciągnąć z nich wnioski, a nie załamać się po kolejnej przegranej.

Wielu psychologów sportowych wskazuje przecież, że umiejętność radzenia sobie z porażkami jest jednym z kluczowych elementów, które decydują o sukcesie zawodników. Porażki są nieodłączną częścią kariery każdego sportowca, niezależnie od tego, jak wysokie ma umiejętności.

Dla Igi Świątek, która przez długi czas znajdowała się na szczycie, przegrać stało się czymś niezrozumiałym, z czym nie potrafiła i nadal nie potrafi sobie poradzić.

Iga Świątek, pomimo ogromnych sukcesów, może stanowić przykład tego, jak mit o „idealnym zawodniku” może stać się pułapką. Osobiste ambicje, zarówno jej ojca, jak i całego zespołu psychologicznego, mogły sprawić, że nie pozwolono jej na przeżywanie porażek, co w efekcie może utrudnić a nawet uniemożliwić jej powrót na szczyt po doznanych, ostatnich niepowodzeniach.

Być może to właśnie w tej kwestii leży przyszłość kariery Igi Świątek.